Przyszła z samego rana. Wślizgnęła się do naszego łóżka cichutko, odwróciła do mnie pleckami i nakryła kołdrą. Przytuliłam się do niej delikatnie, w taki sposób, że moja twarz dotykała jej włosków i karku, a ręka objęła jej drobne ciałko.

Wdycham ją! Wdycham ten zapach. Ten zapach uspokaja mnie. Ta chwila mnie uszczęśliwia. Chcę zatrzymać ten moment, lecz czas nie ubłaganie mija.
Pora wstawać. Dzwoni budzik, lecz trzymam ją nadal. Wiem, że ona też czuje się dobrze i bezpiecznie przy mnie. Jestem po to by ją chronić, by okazać jej swoją miłość.
Ta bliskość mnie zachwyca, koi, wypełnia moją duszę.
Uwielbiam ten stan, choć tak krótko trwa, chociaż PT już trzeci raz zwraca nam uwagę, że nie zdążą do przedszkola.
Moja córka pachnie życiem, radością, naiwnością, słodyczą. Zjadam to! To wspaniałe kalorie, energia, która daje mi siłę by być, by walczyć, by się nie poddawać. Ta siła pomaga przenosić góry. W tym właśnie momencie, kiedy leżymy w ciepłym łóżeczku mogłabym te góry przenosić.
Tak mi wstyd Kochana Córko, że na Ciebie dzień wcześniej nakrzyczałam, że stałaś w kącie, lecz ja oprócz okazywania Ci miłości, powinnam też Ciebie wychować. Dlaczego te nasze wspólne, piękne chwile muszą się tak szybko kończyć? Dlaczego wkradają się w nie obustronne fochy, krzyki, gniew? Czasami ja zachowuje się jak dziecko. Ty przecież jesteś dzieckiem – powinnam to zrozumieć w chwilach kryzysu.
I teraz leżysz obok mnie, a mi głupio, bo zrozumiałam, lecz zdarza mi się  zapomnieć w emocjach. Wybacz mi moje błędy, nie jestem idealna, ale JESTEM TU! Jestem blisko, w tej chwili i będę Cię chronić, bo jesteś moim dzieckiem, bo Cię Kocham!
Jestem tak bardzo bogatym człowiekiem. Moje dzieci to moje największe bogactwo. Każdy zresztą niech swój skarb definiuje jak chce. Ja mam najcenniejszy skarb na świecie.