Dzisiaj nie będzie o pampersach dla dzieci i mam, laktacji, wyciu do księżyca itp. Mąż mnie na ziemię sprowadził. Powiedział, że takie nudne tematy go nie interesują. Cóż, normalni faceci tak mają.

Nie zmienia to faktu, że nasi mężowie, partnerzy powinni czasami posłuchać/poczytać, co nam w głowach siedzi. Jest jednak ryzyko, że mogliby się przestraszyć i uciec :-).
Od razu też spieszę sprostować, iż w wyniku nieporozumienia 🙂 moja siostra nie miała na myśli, że założenie fanpage’a to wieś. Wsią jest brzydki fanpage 🙂 Zatem niebawem poczynię zmiany w kwestiach wizualnych mojego fanpage’a i bloga. Ledwo znajduję czas na wpisy, a co dopiero na oprawę graficzną.
Wróćmy jednak do Planety Singli. Ostatnio recenzję pisałam w liceum 🙂 Pierwsze skojarzenia przed seansem? Kolejny film walentynkowy, dla mamusiek, par całujących się w kinie, itd…. Wszystko się zgadza, ale…
Pierwsze dwadzieścia minut słabo rokuje. Produkcja się pomału rozkręca, a Ty odkrywasz, że Stuhr przez te kilka lat od kiedy byłaś w kinie na polskim filmie się po prostu postarzał. Oglądamy za to piękną Więdłochę. Dziewczynę niezwykle utalentowaną i jak na graną postać – skromnie zarabiającą nauczycielkę muzyki – też pięknie ubraną. Zresztą na takiej lasce nawet worek pokutny wyglądałby jak z high fashion.
Zapoznana wczoraj koleżanka – artystka i właścicielka sklepu odzieżowego – powiedziała, że większość ciuchów pochodzi zapewne z lumpeksów. Chcę odwiedzić zatem te lumpeksy 🙂 Wątek modowy zakończmy jednak.
Oglądam bardzo dużo filmów, zwłaszcza amerykańskich. Format niniejszej komedii przypomina ten z Hollywood, aczkolwiek im ustępuje. Aktorstwo made in USA różni się troszkę od  naszego polskiego. Aktor amerykański od razu wchodzi w postać (nawet w komediach) i nie ma się wrażenia gry. W polskich kinie jest troszkę inaczej. Oczywiście to się zmienia i Ci najlepsi potrafią być postacią niemal od początku.
W Planecie Singli musiałam się przestawić, (jak zresztą prawie w każdej polskiej produkcji tego typu, kiedy myślą, że jak zrobią słodką minkę lub zamrugają rzęsami to będą bardziej romantyczni). Teatralny sposób gry na początku delikatnie kuł w oczy i drażnił uszy, ale później było już lepiej.
Po rzeczonych dwudziestu minutach akcja nabiera tempa i… robi się śmiesznie. Na początku żarty są trochę wymuszone, ale to tylko po to by rozruszać widza. Kiedy już wejdziemy w  format zaczyna się zabawa. Główna bohaterka randkuje z facetami za pomocą internetu. Single zapoznają się przez aplikację o wdzięcznej nazwie Planeta Singli. Nie będę zdradzać fabuły, ale był moment, w którym przez dosłownie chwilę myślałam, że film nie skończy się tak, jak z początku każdy z nas zapewne zakłada.
Dobór aktorów.
Jest parę fajnych twarzy, aktorów bardzo dobrych – mistrzów drugiego i trzeciego planu. Warto zwrócić uwagę na grę Pawła Domagały (nauczyciela w-fu), Piotra Głowackiego (Marcela, filmowego przyjaciela Tomka Wilczyńskiego – Stuhra), czy dosłownie kilkunastosekundowy występ Rafała Rutkowskiego (w filmie grający Rafała Wolskiego). Bardzo miło było zobaczyć dawno niewidzianą na ekranach Ewę Błaszczyk w roli Octawii (taki Miszczak z TVN-u).
Z postaci drugoplanowych zwraca uwagę postać Oli (koleżanki Ani, bohaterki pierwszego planu). Gra ją wylaszczona Weronika Książkiewicz. Jak dla mnie scenarzysta pisał tą rolę specjalnie dla niej. Sprawdza się jako lekko przewrażliwiona, „artystyczna dusza” i seksowna macocha, która w wyniku intrygi swojej pasierbicy podejrzewa męża (Tomka Karolaka) o zdradę. Ich wątek wprowadza świeżość na ekran i jest najbardziej zabawną częścią  filmu. Ale błagam! Bezrobotna fryzjerka, nawet żona dyrektora szkoły podstawowej nie jeździ Mini Cooper’em. Product Placement musi być jednak wszędzie. Zazdroszczę też nauczycielom w szkole takiego ekspresu do kawy 🙂
Głównych bohaterów zostawiam na koniec.
Agnieszka Więdłocha jest świetnie rokującą aktorką młodego pokolenia. Nie można jej odmówić talentu i urody. W „Planecie Singli” jest wrażliwą, nieprzystającą do dzisiejszych czasów – szybkiej i łatwej miłości –  nauczycielką muzyki, (oczywiście z ckliwą historią życia w tle). Charakteryzowana na styl retro dodatkowo oddaje naturę postaci – dziewczynki marzącej o rycerzu na białym koniu. Zresztą rycerz na białym koniu też się pojawi 🙂 Jej Ania jest ciepła, kocha swój świat, kocha matkę i jest dla tej matki – matką. Przyznam szczerze, że to taka dziewczyna mojego pokolenia, (mimo że trochę młodsza). Mamy już kontakt ze współczesną elektroniką i całą jej wirtualną otoczką, ale jednak w życiu cenimy wyżej relacje face to face. Na randce liczy się rozmowa, a nie szybki seks. Pamiętamy jeszcze kartki pocztowe i prawdziwe listy pisane odręcznie na papeterii.
Różnice pokoleniową szczególnie widać porównując Anię i Olę z pasierbicą Oli – Zośką. Nastolatka świetnie porusza się w zawiłościach współczesnego internetu. Liczy się ilość lajków i wejść na stronę. Dziewczyna praktycznie w ogóle nie wychodzi z domu. Jest tylko ona, komórka, słuchawki, internet. To ją bawi i tylko tym żyje. Zośkę też najdzie refleksja, chociaż pewnie nie na długo, bo dalszy rozwój jej kariery w internecie raczej nie pozwoli na zbyt długie przemyślenia.
Nadszedł czas na Macieja Stuhra. Człowiek pretendujący do miana aktora wybitnego, godnego tytułu następcy swojego ojca Jerzego Stuhra. Odnajduje się w każdej konwencji i dosyć sprawnie dobiera scenariusze. Chociaż ostatnio w komediach romantycznych było go trochę za dużo („Listy do M 2” i „Planeta Singli”). Myślę jednak, że to jego ostatnie główne role w komediach romantycznych. Jest jak wino, im starszy tym lepszy, ale nie zmienia to faktu, że ma 40 lat i nawet bardzo fajna gra aktorska, modne ubrania i zabawny luz postaci nie ukryje uciekającego czasu. Młodsi potencjalni amanci komedii romantycznych depczą mu po piętach (Roznerski, Janicki). Jednakże do kunsztu Macieja Stuhra im dosyć daleko. Stuhr świetnym aktorem jest i pisarzem też, ale ja go wolę oglądać w poważniejszym repertuarze i w tym zdaniu z biegiem moich i jego lat będę się raczej utwierdzać.
Wzdychać do niego zamierzam jednak zawsze, jak ta nastolatka – 15 lat temu – w pierwszych filmach, w których go oglądałam 🙂

Podsumowując moją recenzję „Planety Singli”.

Każdą ocenę filmu, płyty bądź książki czytam od końca, bo tam jest najważniejsze zdanie: oglądać czy nie? 🙂

Polecam mamuśkom, tatuśkom, babciom, dziadkom, nastolatkom, parom homo i hetero oraz przede wszystkim singlom. Tylko komedia romantyczna w tak lekki i przyswajalny sposób pomaga nam na nowo odkryć, co jest w życiu naprawdę ważne. Tylko komedia romantyczna pozwoli nam się jednocześnie śmiać i wzruszać. „Planeta Singli” spełnia każdy z tych warunków.

Zapraszam do kin.