Akcja #metoo. Niektórzy mają tego już po dziurki w nosie, niektórzy zszokowani śledzą skalę tego zjawiska, jeszcze inni robią wielkie oczy, jakby całe życie żyli w złotej klatce i nie wiedzieli, że takie zachowania są na porządku dziennym.

Nie chcę wnikać w jaki sposób molestowane aktorki dostawały swoje role, dlaczego lub nie zgadzały się na pewne propozycje i formy kontaktów. Bardziej interesuje mnie sama skala zjawiska molestowania, zarówno kobiet jak i mężczyzn, interesuje mnie niespodziewany coming-out ofiar molestowania.

Zastanawia mnie, co to w ogóle znaczy obecnie molestowanie w kontekście relacji damsko-męskich, damsko-damskich czy męsko-męskich? Czym jest też według ludzi gwałt, podryw, flirt, szantaż itp.? Mam poczucie, że zmasowany atak akcji #metoo w mediach społecznościowych zatarł granice pomiędzy tymi pojęciami i w tej chwili każdy przejaw zainteresowania mężczyzny w stosunku do kobiety lub odwrotnie i w innych kombinacjach jest traktowany jako przejaw molestowania. A jeśli coś zaciera granice, coś wyskakuje z lodówki, to w pewnym momencie staje się jeszcze bardziej powszechne i obojętnieje.

Czym jest molestowanie?

Zastanawia mnie to w jaki sposób kobiety czy też mężczyźni reagują na pewne formy zainteresowania. Celowo używam tu słowa zainteresowanie (chociaż mam świadomość, że nie jest odpowiednie), bo czytając komentarze pod przeróżnymi deklaracjami #metoo, mam poczucie, że nie wszystko, co opisują kobiety lub mężczyźni było, jest lub może być molestowaniem w myśl definicji iż molestować to znaczy wykorzystywać swoją przewagę w pewnej hierarchii podległości lub w określonej sytuacji, nawiązywać z kimś kontakt słowny lub fizyczny o charakterze seksualnym wbrew jego woli.

Czy tekst wujka o tym, że dostałam tyłka i cycków jest molestowaniem czy głupim dowcipem? Czy pójście do łóżka z pracodawcą za awans i podwyżkę jest gwałtem czy obopólnym interesem? Jedna strona na pewno jest w lepszej sytuacji, druga strona odczuwa dyskomfort, ale czy jest ofiarą? Czemu jednak w pewnych sprawach milczymy na inne się wbrew sobie godzimy? Czemu wykorzystujemy przewagę? Czemu nie liczymy się z cudzymi uczuciami? Czemu nie znamy granicy?

Czy kobiety są uległe?

Tak są! Tak nas kształtuje kultura i tradycja. Mamy być podległe, służebne, być cicho. Tak wychowujemy swoje córki, tak one będą wychowywać swoje córki. I wcale nie uważam, że dramatyzuję – tak jest.

Po kłótni z mężem wiele kobiet zamyka się w pokoju i płacze po cichu, dzieci to widzą, córki to widzą, wielce prawdopodobne, że córki powielą schemat udręczonej matki, synowie schemat „silnego”, „nieomylnego” ojca.

Zamiast jebnąć gościa w twarz kiedy rzuca aluzją dotyczącą łóżka i awansu myślimy na ile możemy mu pozwolić, by osiągnąć cel, albo po prostu nie robić sobie problemów. Nie wierzymy w to, że można inaczej, że jak nie w tej firmie to w innej.

Zamiast kopnąć w jaja, bo się jajami ociera o twoją pupę kiedy stoisz przy biurku to starasz się to puścić w niepamięć lub obrócić w żart. Kiedy patrzy na Ciebie lubieżnie w pokoju socjalnym, nie mówisz mu, że jego erekcja nie robi na tobie wrażenia, tylko dzielisz się przemyśleniami z koleżanką. A jak przez chwilę pomyślisz, że to jednak przyjemne, to czy to na pewno przejaw molestowania? Nie jesteśmy nauczone szybkiej reakcji, samoobrony, za to często słyszymy, że wymyślamy czy dramatyzujemy. Ba! Nawet wmawia się nam, że powinnyśmy być z tego zadowolone. Za dużo myślimy, za dużo za i przeciw, by pewne sytuacje od razu zduszać w zalążku.

Czy kobiety prowokują?

Prowokują. Ostatnio nagminne prowokujemy w sieci. Wykorzystując swoją seksualność w nieodpowiedni sposób, narażamy się na „łatwość”. Paradoks polega na tym, że to półnagie selfie zostało zrobione dla lajków, a lajki dla dowartościowania siebie. Niestety one nie dowartościowują, tylko trywializują kobietę, czynią ją łatwą i podrzędną w oczach innej jednostki. Czemu do cholery próbujemy udowadniać swoją wartość takimi sposobami?!!! Nie wiem… sama to robię chociaż nie nago… no kłamię, było kilka zdjęć, na których pokazałam stanik.

W dobie świata nastawionego na sprzedawanie seksualności, bardzo łatwo zatrzeć granice dobra i zła, przyjemności i krzywdy, interesu i wykorzystania, godności i bezczeszczenia…

Kim jest ofiara molestowania?

Ofiarą molestowania może być każdy, ale najbardziej nas porusza gdy jest to dziecko i nastolatek lub osoba niepełnosprawna. Kobieta w pełni władz umysłowych, sprawna fizycznie, świadoma dobra i zła nie jest dla wielu ludzi ofiarą molestowania.

Dla mnie jest przede wszystkim pionkiem w nierównej grze. Chciałabym, aby to ona tę grę zawsze wygrywała, ale niestety nie dzieje się to często. Chciałabym by była silna i odważna, bo tylko jej siła i odwaga może budzić respekt. W to wierzę.

Kim jest molestujący?

Co tu dużo kryć – to degenerat, zwyrodnialec, oprawca, w pełni świadomy oprawca. Wyrasta w poczuciu władzy, z każdą wygraną nad drugim człowiekiem zyskuje pewność siebie, zyskuje władzę. Jeżeli czuje ludzką słabość wykorzystuje ją, manipuluje, kłamie, szantażuje, nie liczy się z innymi, na opór reaguje agresją.

Szacunek do samego siebie/szacunek do drugiego człowieka

Nie daje mi to spokoju. Z jednej strony powiedzenie, że nie szanujesz siebie, skoro pozwoliłaś na takie zachowanie jest niebywale krzywdzące, z drugiej strony czasy męskiej dominacji mamy (przynajmniej prawnie) dawno za sobą, więc czemu nie potrafimy się skutecznie przeciwstawić, ulegamy, cierpimy w ukryciu?

Czyżby dlatego, że jak dasz w pysk facetowi, który złapał cię za tyłek to powiedzą, że jesteś nadpobudliwa, że powinnaś się cieszyć, że się tobą interesuje? A może dlatego, że jak doświadczysz molestowania to prędzej ci wytkną głęboki dekolt niż oskarżą faceta za to, że cię wykorzystał? Wujek zwracający przy rodzinie uwagę na to, że urosły ci cycki nie zostanie potraktowany jak cham tylko otrzyma zaszczytny status rodzinnego dowcipnisia. Może dlatego boisz się reagować, bronić, głośno mówić, bo boisz się cudzej opinii, większego upokorzenia? Może dlatego, że nikt nas tych form obrony nie nauczył, że panuje społeczne przyzwolenie na „pewne” zachowania względem słabszych jednostek?

Na początku napisałam, że zaciera się granica między molestowaniem, interesem, gwałtem, flirtem czy głupim żartem, ale jednocześnie są ze sobą istotnie skorelowane. Wielu ludzi tych zależności sobie nie uświadamia, nie znają dobrze tych pojęć. Jedni dlatego, że nigdy wcześniej nie starali się tego nazwać, inni dlatego, że po prostu są ślepi, jeszcze inni dlatego, że nie odróżniają znaczących odcieni szarości takiej sytuacji. Nie szanujemy uczuć drugiego człowieka, jego prawa do godności – to wiem na pewno.

Być może jest to dobry czas na wyjaśnienie tych pojęć, ponowne wyznaczenie granic, być może to kolejna gównoburza niesiona siłą globalnych mediów. Bardziej się skłaniam ku temu drugiemu –  już teraz jest to idealna pożywka dla brukowców.

Ja to bym jednak chciała, by przy tych hasztagach #metoo nie było tylko skrótowych historii z przeszłości, ale żeby stały za nimi konkretne nazwiska molestujących, by oprawca nie pozostał anonimowy. Kiedy oprawca staje się publiczny – mamy nad nim przewagę, role mogą się odwrócić, pojawią się inne ofiary.

Trudno jednak wydać nazwisko szefa, koleżanki z pracy, wykładowcy na uczelni czy ginekologa w gabinecie… #metoo zatem jest dla mnie kolejnym łancuszkiem historyjek, których większość ludzi – zwłaszcza tych molestujących – w ogóle nie potraktuje poważnie.