Blogowanie to pewien rodzaj ekshibicjonizmu, wystawienie siebie na pożarcie, pokazywanie siebie na forum publicznym, konfrontacja swoich poglądów z poglądami innych. Blogowanie to wyznacznik naszych czasów, internetowe źródło wiedzy, ale też często reklamowy śmietnik. Nie miałam pojęcia w co się pakuję.

Myślałam sobie, że to taki internetowy pamiętnik, z tą różnicą, że każdy może go przeczytać. Z każdym jednak miesiącem odkrywałam nowe wiadomości na temat blogowania, zaczęłam rozumieć pewne mechanizmy tego zjawiska. Nadal w wielu kwestiach jestem po prostu zielona, ale się wciągnęłam i tak trudno jest z tego teraz zrezygnować.

  1. Sposób na życie z pasją

Ten plan na blog kiełkował w mojej głowie od dawna. Już kilka lat temu podejmowałam nieudolne próby pisania, ale ostatecznie zaniechałam dalszych działań. Trochę ze wstydu, trochę ze strachu przed cudzą opinią, miałam zbyt mało psychicznej siły, by wyrażać swoje myśli, afiszować się z poglądami.

Przełom nastąpił na kilka tygodni przed powrotem do pracy po drugim urlopie macierzyńskim. Targały mną różne emocje, których nikt z bliskich nie rozumiał, a ja zamknięta w czterech ścianach po prostu potrzebowałam się wygadać.

Od zawsze zresztą byłam dzieckiem uzdolnionym plastycznie i muzycznie, uwielbiałam też pisać, miałam swój własny styl, ale miejsce zamieszkania, brak dostępności miejsc umożliwiających rozwój, a także najzwyczajniej w świecie brak kasy spowodowały, że te moje talenty głęboko w sobie zakopałam. Czułam jednak, że potrafię robić coś twórczego, wręcz muszę to robić, bo zacznę się dusić.

Tak powstał pierwszy blog Matka Wielowymiarowa. To było półtora roku poszukiwania swojego stylu, pomysłu na siebie, nauka internetowych i komputerowych zawiłości, które nadal w wielu kwestiach są dla mnie czarną magią, przypominanie sobie elementarnych zasad języka polskiego, itp. Czułam, że oddaję się pasji, że jestem kimś więcej niż chodzącym pokarmem czy maszyną do zmieniania pieluch. Moja głowa odpoczywała, dusza mogła zrzucić z siebie ciężar niewypowiedzianych myśli i skrywanych emocji.

Teraz jestem Wielowymiarowa. Nowa lecz cały czas taka sama. Codziennie uczę się czegoś nowego o sobie i często odkrywam, że nie jestem taka wspaniała, jak chciałabym być.

Ta przygoda z blogowaniem, którą mozolnie przeistaczam w życie z pasją jest naprawdę trudna i nie spodziewałam się, że aż tak trudno będzie. Właściwie na przeszkodzie w tym życiu z pasją stoi wszystko, bo praca, bliscy, znajomi, hejt, brak zrozumienia, własna ambicja versus okrutna rzeczywistość, cudza zazdrość, moja zazdrość, czas i głowa pełna wątpliwości. Codziennie walczę, by znaleźć czas na pasję jednocześnie nie zapominając o innych, przede wszystkim o swoich dzieciach. Dlatego tak rzadko piszę, bo przez te półtora roku zrozumiałam, że pasja nie może wpływać na moich najbliższych i w ogólnym rozrachunku to moja mała rodzina jest najważniejsza.

2. Sposób na wyrażenie niewypowiedzianych myśli

Pisałam o tym, by pasja nie krzywdziła innych. Chodziło mi nie tylko o zdrowy balans pomiędzy czasem dla pasji, a czasem dla rodziny, ale też o konsekwencjach wyrażania pewnych myśli, których na głos często nie wypowiemy. Te myśli nie zawsze są miłe dla innych, być może nie zawsze są też w stosunku do innych sprawiedliwe, ale są obrazem moich spostrzeżeń i emocji. Zrozumiałam, że nigdy nie poprowadzę bloga, z którego będę w pełni zadowolona jeżeli wprost i szczerze nie wyrażę swoich myśli.

Wielu blogerów ma ściśle określoną tematykę swoich blogów – gry, kosmetyki, moda, książki, filmy – to produkty lekkie, na których łatwo wieszać psy lub rozpływać się nad ich oryginalnością czy jakością. Kiedy postanowisz pisać coś na kształt pamiętnika, bloga o międzyludzkich relacjach, możesz być pewny, że nie znajdziesz złotego środka pomiędzy pisaniem prawdy, takiej jak ty ją widzisz, a uczuciami ludzi, których twoja prawda dotyczy. Lepiej od razu zastanów się nad blogiem modowym, tam co najwyżej skrzywdzisz cudze poczucie estetyki 🙂

Matka Wielowymiarowa miała być sposobem na wyrażenie myśli, ale stała się moją klatką, w której każde zapisane zdanie było analizowane pod kątem tego, co powiedzą inni, szczególnie najbliżsi. To miało być moje katharsis, a stało się próbą odreagowania dla tchórza, który nie potrafi stanąć oko w oko z uczuciami swoimi i innych.

Dlatego Wielowymiarowa będzie blogiem szczerym, ale lżejszym, nawiązującym do  modnej tematyki lifestylu, chociaż pewnie wiele osób zarzuciłoby mi, że kim ja jestem, by pokazywać jak żyć 🙂 Tym razem będzie więcej o moich zainteresowaniach. Nie rezygnuję z przemyśleń na temat życia, macierzyństwa itp., nadal możecie na nie liczyć, czego dowodem jest ten właśnie artykuł, rezygnuję jednak z otwartej formy pamiętnika, bo  to odbija się na mnie prywatnie.

3. Sposób na biznes

Nie ukrywam, że przyszło mi to do głowy. Kiedy zaczęłam pisać Matkę Wielowymiarową byłam na pewnym zawodowym zakręcie. Wracałam do pracy i nie byłam pewna czy tego właśnie chcę, czy się odnajdę wśród nowych ludzi itp. Pomyślałam sobie, że na blogach przecież można zarabiać, ale okazuje się, że to nie jest wcale taka posta sprawa. By blog dobrze funkcjonował trzeba mu poświęcić mnóstwo czasu, robić dobre zdjęcia, mieć fajną stronę, ciekawe memy czy grafiki sytuacyjne, starać się o kontakty z potencjalnymi klientami – nabywcami artykułów sponsorowanych itd. Dla pracującej matki, która jest jeszcze żoną, kuchtą, sprzątaczką, aspirującą fitmatką, domową sekretarką czy księgową, tragarzem i szoferem, czasami bajarzem, czasami aktorką, pielęgniarką lub przytulanką prowadzenie bloga skutkuje permanentnym niedospaniem, twórczymi kryzysami, a nawet rodzinnymi kryzysami.

Zatem czekał mnie kubeł zimnej wody. Poza tym – umówmy się – ja do takiego blogowego biznesu w ogóle nie wiedziałam jak się zabrać. Myślałam, że z chwilą kiedy założę funpage na FB, Insta, Wykopa, Twittera czy chu… jeszcze wie co, to oferty same zaczną do mnie spływać. No i ZONK! Rynek jest tak przesycony blogami, że trzeba walczyć o klienta biznesowe, ale przede wszystkich o Ciebie drogi CZYTELNIKU. Trzeba czasami upokorzyć się durnym i niskich lotów klikbajtem, by zainteresować nie tylko stałych czytelników, ale – co dla każdego blogera równie ważne – zdobyć nowych. Jak się człowieka nimi nie przyciągnie, to często nawet nie doczyta do końca tego tytułu, a dla klienta biznesowego liczą się lajki i komentarze, statystyki na zauważalnym poziomie, a u mnie z tym różnie, bo nie lubię ludzi na klikbajty nabierać.

Poza tym ciężko jest przekonać ludzi do lajkowania, komentowania i udostępniania, mimo że wiem iż czytają, bo te statystyki mi się jednak jakieś wyświetlają, to tak często pozostaje to bez feedbacku.

W bloga na dzisiejszym przesyconym rynku oprócz pracy, czasu i wiedzy trzeba też zainwestować sporo kasy, bo Facebook tnie na chama zasięgi, Instagram zmienia coraz częściej algorytmy i żeby post pojawił się na Twoim wallu muszę się trochę wykosztować. Dopóki na blogu nie zarabiam, jest zatem skarbonką, w którą niewielkie pieniądze pakuję, bo aż takiego musu na zarabianie nie mam. Nadal traktuję mój blog jak pasję, a nie jak biznes i podchodzę do tego trochę idealistycznie.

4. Sposób na zrobienie sobie wrogów i sprawdzenie kto jest ci życzliwym

Często osoby, od których oczekujesz wsparcia nagle się od ciebie odwracają. Pytają: Po co ci to? Za dużo masz czasu? Chciałaś mieć dzieci to się dziećmi zajmij! Zmęczona jesteś? Sobie pierdoły wymyśliłaś. To co teraz sławną blogerką jesteś? Autograf mi dasz? itp. Tak naprawdę każda z tych osób, od których usłyszałam te słowa ironii, albo ataku ma po części rację.

Czasami naprawdę nie wiem po co mi to, skoro statystyki bloga kiepskie, a czasu na kwerendę do artykułów, czy czasochłonnego procesu twórczego nikt mi już nie wróci. Po co mi to, kiedy piszę szczerze co czuję, jako matka, a inna matka – często anonimowo – wyjeżdża mi w komentarzu, że dałam dzieciakom wejść sobie na głowę i moje dzieci są nieposłuszne, bo za mało czasu im poświęcam. Ilość hejtu wzrasta wraz z popularnością posta i kontrowersją jego treści. Dla niektórych pisanie prawdy, pisanie o problemach to użalanie się nad sobą, narzekanie, albo konsekwencja błędów, których oni nigdy by nie popełnili, a nawet jeśli to duma nie pozwoli się im do tego przyznać. Ludziom często brakuje refleksji, empatii, liczy się tylko własny i jedyny słuszny punkt widzenia. Ja się już przestałam dawno temu oszukiwać, że coś jest białe, albo czarne, czasami już po prostu rzygam tęczą.

Nie uodporniłam się na hejt i pewnie nigdy do końca się nie uodpornię. Czasami nawet ktoś z najbliższego otoczenia potrafi wbić szpilę, a ja często nie wiem czym sobie na to mogłam zasłużyć, bo obserwuję inne blogi i ich treści są ostrzejsze, zdjęcia intymniejsze, a jednak nieważne czy jesteś mniej lub bardziej poprawny politycznie to i tak ci się dostanie, z tą różnicą, że ci mniej poprawni mają większe zasięgi, a komentarz hejtera tylko im pomaga 🙂

Jedno jest pewne. Jeżeli nie ma się wsparcia w bliskich, to nie poradzisz sobie z jakimkolwiek hejtem, a nawet tak zwaną konstruktywna krytyką. Bez wsparcia bliskich nie ma motywacji do robienia tego, co się kocha, nie ma się siły, by to jakoś ogarnąć i pogodzić z codziennymi obowiązkami. Wsparcie bliskich jest często oparte na kompromisie, balansuje na granicy między szczęściem rodziny a samorealizacją.

Blogowanie może też pomóc odkryć rzeczy być może w przeszłości nie do pomyślenia, że ludzie których byś o to nigdy nie podejrzewał, nagle będą pierwszymi, którzy cię w tym blogowaniu wesprą. Zaczępią przy przypadkowym spotkaniu i powiedzą, ze im się podoba, że czytają, że chcą więcej. Nawiążesz też internetowe relacje z ludźmi z  drugiego krańca Polski, a nawet świata, którzy są pełni zrozumienia dla twoich myśli i emocji, często je podzielają, zaczynają się z tobą utożsamiać i są wiernymi czytelnikami. Wierz mi, że to jest cholernie miłe i daje niezłego kopa do działania. Zaufanie czytelnika to najlepszy prezent dla blogera i wyraz ludzkiej życzliwości.

Blogowanie pomogło mi odkryć kilka prawd o sobie i o tym, czym się zajmuję.

Pierwsza to taka, że nie jestem wyrocznią i blog nie daje mi prawa do tego, by mówić ludziom jak mają żyć, nie daje mi prawa do oceny ich, chociaż nadal uczę się tego nie robić.

Druga prawda to taka, że krytyka czy hejt na blogu doskonale ćwiczy dupsko, im jest to dupsko twardsze tym rzadziej i lżej można mnie zranić.

Trzecia prawda mówi, że należy dążyć do zdrowego balansu między celowym zarabianiem pieniędzy na blogu wynikającym ze współpracy biznesowej, a pisaniem prawdy o tej współpracy, która to prawda jest wyrazem szacunku do czytelnika.

Czwarta prawda to potrzeba uświadomienia sobie, że każdy blog jest inny, tak jak różni są jego autorzy, możemy się wzajemnie inspirować, ale nie kraść sobie pomysłów.

Piąta prawda mówi o tym, że blog jest mój, ale skoro go prowadzę to moje myśli i serce już w pełni nie jest moje, dzielę je ze swoimi czytelnikami.

Zdjęcia pobrane dzięki życzliwości Natalii z bloga JestRudo.pl, która od kilku lat wspiera blogerów i udostępnia nieodpłatnie fajne zdjęcia, kiedy my akurat takich nie posiadamy 🙂

  • Ja bloguję, bo mojego gadania mąż już nie chce słuchać, a do nieletnich nie chce mi się gadać 😀

  • Równie dobrze można byłoby powiedzieć, że Twoje serce nie jest Twoje, bo dzielisz swoje myśli i uczucia z partnerem i przyjaciółmi. Nie no, nie słuchaj i rób to, co lubisz 🙂

  • Bloguję, bo pozwala mi to cieszyć się systematycznie pasją czytania, lekki przymus na codzienne znajdywanie czasu dla książek, rozwijaniu się. 🙂

  • Tu się nie ma czym przejmować. Lubisz blogować, to bloguj. Z czasem wszystko samo przyjdzie: czytelnicy, współprace i pieniądze 🙂 Tylko cierpliwości.

  • Kasia

    świetny tekst i szczera prawda! I nie każdy na blogu musi zarabiać, może to być zwyczajnie rozwijaniem pasji i odkrywaniem samej siebie. Powodzenia w dalszych działaniach Ci życzę, bo piszesz bardzo fajnie 🙂

  • Zawsze znajdą się ludzie życzliwi inaczej :). Nie ma co, trzeba robić swoje z uśmiechem na twarzy, bo w końcu każdy, kto w jakiś sposób działa w internecie trochę się na to pisze.

  • Ja z powodu opinii bałam się blogować, teraz jest mi wszystko jedno 😉

    http://www.errorkaa.blogspot.com

  • W obecnych czasach każdy z nas jest ekshibicjonistą 😉 Soszale, blogi – to na nich pokazujemy siebie – chcąc tego, czy nie. 😉

    • Karolina Jusińska

      Dokladnie, dlatego irytuja mnie hejty, w ktorych ktos mi wypomina selfie na instagramie, ze od smartfona sie nie odrywam itp., a ten hejter sam mnostwo czasu spedza w internecie I pewnie niejedno zdjecie tam wstawil

  • pani Mondro

    Właśnie z tych przyczyn o których napisałaś, ja, póki co się nie ujawniam. Nie czuję się na siłach, żeby dźwignąć opinię znajomych, bo niekoniecznie będzie pozytywna. Nie mam też za bardzo ochoty patrzeć na jakieś podśmiechujki tych z którymi się nie kumpluję. Teoretycznie nie powinno mnie obchodzić co sądzą o mnie Ci, których nie znoszę. Ale, to tylko teoria :/
    A poza tym, świetnie ten problem opisałaś.

    • Karolina Jusińska

      przy pisaniu tego tekstu zastanawiałam sie jak opisac te glupie przytyki ludzi pod adresem moim i mojego bloga. Podśmiechujki to idealne określenie!!!! Bedę wykorzystywać 🙂 na poczatku moj blog mial byc bardziej anonimowy, ale jak zalozylam fejsa, zeby podkrecac sobie zasiegi, to juz sie rozeszlo po znajomych i rodzinie, bo fejs pokazywal gdy prowadzilam fp z prywatnego konta na wallach znajomych moj blog i wlasciwie juz nie bylo sensu sie ukrywać. Teraz juz nawet nie pisze na blogu pod pseudonimem i mimo, że to jest obarczone ryzykiem podsmiechujków 🙂 w stosunku do mojej osoby to jednak czuje sie lepiej z tym, że pisze go Karolina Jusińska. Rozumiem Cie jednak bardzo dobrze, na pewno dzieki temu psychicznie czujesz sie lepiej.

      • pani Mondro

        Dlatego na fejsie mam drugie konto, czyli moje drugie ja 😉 Podśmiechujki możesz wykorzystywać ile wlezie 🙂

  • agnesssja

    Bardzo podobają mi się zdjęcia <3
    agnesssja.blogspot.com

    • Karolina Jusińska

      No to dobrze, ze chociaz zdjecia, a tekst przeczytalas? Ciekawa jestem Twojego zdania 😊 serdecznie pozdrawiam

  • Marta Korotko

    Ja blogować zaczęłam stosunkowo niedawno, czymże jest 2 i pół roku?, ale to jaką drogę przeszłam, jak sama się zmieniłam, jak bardzo zmieniła się sama ścieżka mojego blogowania i wreszcie ilu cudownych ludzi poznałam i ile mam dodatkowych korzyści…wiem tylko ja 🙂 Ale choć wymaga to ogromu pracy, samozaparcia i motywacji, to wiem, że chcę tu być, bo to tutaj w końcu poczułam się sobą. I owszem były łzy, morze łez, były nieprzyjemnie sytuacje, a niekiedy przyjaciele okazali się wrogami. Ale ja niczego nie żałuję, naprawdę jestem szczęśliwsza 🙂

    • Karolina Jusińska

      Wlasnie, blog powinien wyrazac to jakim jestes czlowiekiem naprawde, byc soba na blogu, to rowniez wyraz szacunku dla swoich czytelnikow

  • Serio takie rzeczy słyszałaś od ludzi? Potrafimy być dla innych tacy bezlitośni 🙁

    • Karolina Jusińska

      Serio! Raz na powaznie, raz polzartem polserio, ale niewaznr czy na serio czy zartem to tez potrafi zranic

  • Anna Żak-Jegła

    Dopiero zaczynam tę przygodę ale to co napisałaś, to sama prawda http://Mish-mash-by-anula.blogspot.com

    • Karolina Jusińska

      Zycze ci sukcesow, twoj blog ma potencjal. Mam nadzieje, ze uda ci sie wszystko co sobie zaplanujesz

  • Zgadzam sie w 100% z okresleniem ze to ”ekshibicjonizm”. Samej troche mi zeszlo zanim sie zdecydowalam na blogowanie ale teraz bardzo lubie 😉 Zwlaszcza kiedy coraz wiecej osob zaczyna czytak i udziela sie na moim blogu 🙂

    • Laura LR

      mi zajelo ponad rok decyzja czy zaczac czy nie a teraz wiem ze podjelam najlepsza decyzje rowniez zgadzam sie z toba 🙂

      • Karolina Jusińska

        Ja tez nie zaluje, ze zaczelam, ale czasami trace do tego sily, przez chwile nawet stracilam do tego serce, dlatego ppstanowilam zaczac z nowym blogiem Wielowymiarowa, by moc poprawoc poprzednie bledy I na nowo sie w tym wszystkich zakochac