Miesiąc temu wróciłam do pracy i jeszcze dobrze pamiętam ile lęków towarzyszyło mi przy podjęciu tej decyzji. Nie będę się rozpisywać więcej na ten temat, bo o tym można przeczytać w poprzednich wpisach.

Powrót do pracy to ciężki moment dla każdego człowieka. Już kilka dni urlopu potrafi tak rozleniwić, że nie w głowie nam siedzenie przy komputerze za biurkiem, rozmowy z klientami, czy pakowanie kartonów (whatever :-)). Co ma zatem powiedzieć Matka Polka po blisko roku nieobecności?
Każdemu towarzyszy taki syndrom „odstawienia”. Najpierw kobieta przechodzi na zwolnienie lekarskie lub od razu urlop macierzyński i nie może znaleźć sobie miejsca w domu. Ciągnie ją do swojego stałego rytmu dnia. Taki stan trwa ok. miesiąca, po czym zaczynamy doceniać odpoczynek. Nachodzą nas myśli, typu: „przecież sobie beze mnie radzą. Czemu wcześniej nie wzięłam L4, albo dłuższego urlopu?” Ostatecznie wszyscy się do zaistniałej sytuacji przyzwyczajają.
Później 6-12 miesięcy mija jak z bicza strzelił i znowu to dziwne uczucie… Nie chce mi się, boję się, głupia jestem, dzieci, obowiązki, czas, itp. Wracasz do pracy i pierwszy tydzień wydaje się koszmarem. Wiele rzeczy mogło się zmienić bądź się zmieniło, nowi ludzie, nowe zasady, być może całkiem inne obowiązki. Szok! Po prostu szok! Ale czas leci, a Tobie się nie nudzi. Każdego dnia masz co robić i w pracy i w domu. Nie zdążysz się zorientować kiedy minie miesiąc…
Na swoim przykładzie mogę powiedzieć, że to był szybki, intensywny, wyczerpujący, ale dobry miesiąc, po którym stwierdzam pewnie, że warto było wrócić. Dlaczego? Już spieszę wyjaśnić :-)Subiektywnie, jak zwykle. Kilka powodów, dla których warto wrócić do pracy po urlopie macierzyńskim:
1. Na urlopie wychowawczym pieniędzy od Państwa nie dostaniesz. To chyba najważniejszy powód, dla którego kobiety wracają do pracy. Z jednej strony to smutne, że to  pieniądze zmuszają nas do powrotu, a nie wewnętrzna motywacja i satysfakcja z wykonywanego zawodu. Ja jednak to doskonale rozumiem.
2. Im później tym gorzej dla Ciebie. Przedłużanie nieuniknionego w moim mniemaniu nie ma najmniejszego sensu. Każdy kolejny tydzień, miesiąc czy rok sprawia, że współpracownicy i przede wszystkim pracodawca mogą o Tobie zapomnieć. Mogą stwierdzić, że osoba zatrudniona na Twoje zastępstwo lepiej radzi sobie z powierzonymi zadaniami. W konsekwencji (zwolnić tak od razu Ciebie nie mogą) grozi Ci przeniesienie do innego działu, który nie spełni twoich oczekiwań. W takiej sytuacji staniesz przed wyborem: zajść znowu w ciąże, albo zaczniesz rozglądać się za nową firmą.
3. Ty też masz krótką pamięć. Możesz po zbyt długim czasie nieobecności na nowo nabywać pewne umiejętności i kompetencje, przyswajać niektóre zasady funkcjonowania w biurze czy towarzystwie. Będziesz mieć trudności z wejściem „na głęboką wodę”, a czas na tzw. rozruch może nie być przez wszystkich dobrze widziany. Im dłużej siedzisz z dzieckiem w domu tym stajesz się mniej atrakcyjna zawodowo na rynku pracy.
4. Zmienisz towarzystwo. Poszerzysz horyzonty. Bardzo lubię mamy wózkowe i pogaduchy o dzieciach, ale warto po paru miesiącach jednak poszerzyć grono znajomych i obiekt zainteresowań. Wiesz mi, że odpoczniesz od rozmów o kolorze kupy i rosnących ząbkach, a praca merytoryczna i poczucie tworzenia czegoś ważnego wzmocni twoją nadwyrężoną pewność siebie.
5. Praca to przecież świetne miejsce do zawarcia nowych znajomości, a nawet przyjaźni. Odświeżysz stare relacje, ale poznasz też nowych ludzi. Na początku możesz odczuwać strach przed nieznanym, ale szybko Ci minie. W pracy przecież nie rozmawiamy jedynie na tematy służbowe, więc możemy dowiedzieć się czegoś więcej o współpracownikach. Kto wie, może pośród nich znajdziesz kogoś naprawdę wartościowego i godnego twojego zaufania.
6. Ogarniesz się wreszcie kobieto. Wyciągnięty dres pójdzie do lamusa, albo zostawisz go sobie na weekendy. Zapragniesz wyglądać jak kobieta i widzieć to w oczach innych. Jeżeli jeszcze o tym nie pomyślałaś w ten sposób to lepiej zacznij i działaj. Przeznacz jakąś pulę pieniędzy na nowe ciuchy, buty, fryzjera, kosmetyki czy manicure. Trochę kasy pójdzie, ale zysk psychiczny i fizyczny będzie niemierzalny. Poczujesz się lepiej, nawet jeżeli należysz to tych zatwardziałych kobiet, które pół życia wmawiają sobie, że wygląd nie ma dla nich znaczenia 😉 Jak słyszę coś takiego od kobiety, to tylko przez wzgląd na jej zakompleksienie i wynikające z tego faktu niemiłe emocje, nie zaczynam się śmiać.
7. Zapragniesz odszukać swoje JA, znaleźć nowy pomysł na siebie. Powrót do pracy to również idealny moment na autorefleksję. Kim byłam? Kim jestem? Jaka chcę być? To nie muszą być spektakularne zmiany, jak nowa, całkowicie inna praca, lecz drobne modyfikacje, które sprawią, że na nowo docenisz siebie. Możesz tak jak ja zacząć pisać blog, lub malować, fotografować, pójść na studia. To może być każdy pomysł, który tak cichutko do tej pory grał głęboko w twoim wnętrzu, lecz nie miałaś odwagi po niego sięgnąć z tej szafy zwanej duszą.
8. Docenisz żłobek i jego cudowny, edukacyjny wpływ na dziecko. Jeżeli nie ma szans na babcię lub nianie pozostaje żłobek. Niech mówią co chcą, ale ja uważam, że dziecku się krzywda w żłobku nie stanie. Jego psychika nie ucierpi, jeżeli będziesz codziennie udowadniać mu jak bardzo je kochasz. Rówieśnicy i opiekunki mają zbawienny wpływ na malca. Raptownie okazuje się, że niejadek chętnie je, roczny brzdąc sam pije z kubka lub operuje łyżeczką, maruda już nie marudzi, a smoczek w żłobku jest w ogóle niepotrzebny. Mały szkrab jest większym herosem niż nam mamuśkom się wydaje 🙂
9. Odpoczniesz od dzieci. To brzmi dziwnie, ale tak właśnie jest. Na początku nie wierzyłam mamie „po fachu”, że będę chętnie do pracy przychodzić, by odpocząć od dzieci, ale teraz doskonale rozumiem jej słowa. Taka jest cała prawda. Po blisko roku przebywania non stop z dzieckiem, w niektórych kobietach może wyzwalać się agresja, niechęć, permanentne przemęczenie i znudzenie codzienną rutyną. Konsekwencje emocjonalne takiego stanu często wyładowywane są na mężu i dziecku/dzieciach. Ja coś takiego przeżyłam, dlatego teraz chętnie wstaję do pracy, by później jeszcze chętniej pędzić do dzieci. Z punktu dziewiątego wynika zatem kolejny punkt dziesiąty.

Źródło: www.obrazki.jeja.pl/105643,powrot-do-pracy-po-dlugim.html

10. Dla mnie najważniejszy i najbardziej trafny z powodów. Powrót do pracy ponownie uświadomi Ci jak bardzo kochasz swoje dzieci, a kilkugodzinna tęsknota za nimi sprawi, że będziesz chciała jak najintensywniej i jak najdłużej wykorzystać spędzane z nimi popołudnia. Mimo tego, że czeka Ciebie wiele obowiązków, będziesz gotowa poświęcić obiady, prasowania, sprzątania, ćwiczenia (w moim przypadku) na rzecz chwil z dzieckiem. To co cię męczyło, a czasami nawet denerwowało, czyli opowiadanie bajek, wychodzenie na spacery, oglądanie kreskówek itp, teraz będziesz robić z przyjemnością, a twoje dzieci wydadzą ci się jeszcze piękniejsze i mądrzejsze niż kiedykolwiek.

Jeszcze kilka zdań o moim powrocie. Okazało się, że moje lęki były wyolbrzymione. Mimo totalnie nowych obowiązków, pracy w innej siedzibie, obcych ludzi, mogę uczciwie stwierdzić, że jestem pełna optymizmu. Moja niepewność, moje lenistwo, moje poczucie niewiedzy oddala się z każdym dniem i mam nadzieję, że taki stan się utrzyma.
Przed urodzeniem pierwszego dziecka byłam na swoim terenie, wiedziałam jak wszystko funkcjonuje, wiele osób znałam, czułam się panią na włościach. Mój strach przed ostatecznym powrotem po blisko trzech latach (z krótką przerwą) wynikał z braku pewności siebie, z poczucia lęku do nowości. Już nie jestem panią na włościach, jestem teraz taką „świeżynką”, nową.
Uczę się wszystkiego. Poznaję tajemnice, plotki, przyswajam wiedzę merytoryczną i wreszcie mam też swój jeden obszar zainteresować. Mogę się na tym skupić, rozwijać się, zawierać znajomości, a z tym to ja nigdy problemu nie miałam. Czasami martwię się tym, że obcy mi jeszcze ludzie, mogą odebrać moją osobę jako nieokrzesaną dziewczynkę, roztrzepanego ekstrawertyka. Nie każdy też rozumie moje poczucie humoru, luźny styl bycia, potoczny język. Ja jednak znam siebie i swoją wartość. Wiem, że jestem w stanie podjąć się realizacji każdego zadania. Mam jakąś życiową mądrość, potrafię (kiedy chcę) logicznie myśleć, jestem świetnym organizatorem (taka skromna będę). Mam 31 lat do cholery! Kiedy mam poznać swoją wartość jak nie teraz?! 🙂
Zdaję sobie sprawę, że nie zawsze jest wspaniale. Napotkam na swojej prywatnej i zawodowej drodze jeszcze wiele przeszkód, ale od trzech i pół roku sobie powtarzam, że mam dla kogo żyć, być zdrową, uczyć się, walczyć. Kiedyś moje dzieci opuszczą domowe gniazdo i zaczną własną życiową drogę. Zostanę z mężem (jak ze mną/z nim wytrzyma/-m), ale bez dzieci i zapewne poczuję pustkę, ale ile pięknych rzeczy i wspomnień mi pozostanie. Chęć walki o siebie, którą zdobyłam dzięki swoim pociechom wykorzystam kiedy dopadnie mnie kolejny z egzystencjonalnych syndromów – syndrom „pustego gniazda” 🙂
Wierzę w to, że nie będę pamiętać siebie, jedynie jako matkę przy garach. Pozostanie we mnie poczucie, że robiłam w życiu coś jeszcze, byłam kimś jeszcze. Moje życie miało wiele wymiarów.

Co Wy na to Matki Wielowymiarowe? 😉

 

  • Każda sytuacja ma swoje plusy i minusy, ale napewno powrót do pracy może dać nam nową energię! I pewną odskocznię od codzienności! Myślę, że to dobre również dla zdrowia psychicznego!

  • Izabela Kornet

    Nie jestem jeszcze Mamą, ale wiesz co.. ten punkt „ogarniesz się kobieto” dotyczy czegoś więcej niż tylko powrotu do pracy 😛 To odnosi się chyba do tego, że nawet wychowując dzieci i będąc z nimi w domu warto myśleć o sobie 🙂

  • Wizja odpoczynku od dzieci chyba najbardziej mnie przekonuje. Niestety, przede mną kolejny macierzyński, więc nici z odpoczynku 😉

  • Jak ja Cię dobrze rozumiem.
    Dlatego też i ja postanowiłam wrócić do pracy!
    Ta tęsknota będzie straszna ale…
    powrót do domu będzie cudowną chwilą.
    Pozdrawiam i podziwiam 😘

  • Ja siedze z moimi maluszkami w domu.. wsumie już 7 lat ale już niedługo będę miała możliwość pójścia do pracy.. w końcu! Chociaż Kocham moich urwisów najmocniej na świecie to brakuje mi wyjścia do ludzi.. do pracy

  • Fakt, że w stałym rytmie łatwiej sobie dzień zorganizować i się ogarnąć. Ale z czasem człowiek dojrzewa i do tego, by żyć we własnym rytmie. A praca naciska 😉

  • Bardzo mądry wpis. Ja na macierzyńskim nigdy nie byłem i nie będę, ale kiedy pracowałem, wiele dziewczyn wracało z urlopu i… po prostu pracowały 🙂 więc patrząc z boku na pewno nie ma się czego bać 🙂

  • Mam to wszystko jeszcze przed sobą, ale rozumiem ten dylemat 🙂