Nie zdawałam sobie sprawy, że bycie mamą to wieczne rozdarcie pomiędzy dobrem dziecka a pracą, mężem, sobą, przyjaciółmi, pomiędzy ambicjami i marzeniami. To ciągłe wybory, trudne decyzje, od których zależy przyszłość całej rodziny. Tak pięknie wygląda ta rodzina w amerykańskich filmach. Wszyscy jeżdżą dużymi samochodami, zatrudniają nianie, mają świetne szkoły. Lekko i przyjemnie po prostu.

Czy uległam iluzji? Czy byłam aż tak naiwna?
I tak i nie. Ja wierzę w to, że kiedyś chociaż w połowie osiągniemy z Krisem to, co te families w amerykańskich filmach. Dzieci będą mniej chorować, uczęszczać do dobrych szkół, my zaś będziemy osiągać sukcesy na polu prywatnym i zawodowym. Naprawdę głęboko w to wierzę, ale teraz jestem na początku drogi do tego sławnego american dream.W takich ekstremalnie złych dla mnie momentach zadaję sobie pytanie, dlaczego postanowiłam mieć dzieci? Na co mi to było? Przecież to same obowiązki, wielka – ogromna odpowiedzialność, bardzo duże koszty i jeszcze większe nerwy.
Odpowiedzieć nie mogę na to pytanie w jasny i konkretny sposób. To jest coś metafizycznego. To taka potrzeba miłości, kochania pomimo wszystko. Wierzyłam w to, że tak potrafię, potrafię bezgranicznie kochać. Teraz wiem na pewno, że tak kocham i taka miłość może być tylko w stosunku do dzieci. Zapewne nie raz usłyszę „nie lubię cię mamo, bo nie dałaś mi cukierka, nie pozwoliłaś iść na imprezę, wtrącasz się w moje życie”. Te słowa będą boleć, ale nigdy nie zmienią uczuć do moich szkrabów. Potrzeba kochania, to jedyne w jaki sposób mogę wyjaśnić metafizyczną chęć posiadania dzieci. Mało mnie interesowało przedłużenie gatunku. Chciałam kochać, kocham i jestem kochana. Macica też przeze mnie przemawiała, ale doszukuję się jednak w tym wszystkim większej głębi 🙂
Mam 32 lat i dwójkę dzieci, za sobą sześć lat małżeństwa, ogółem jedenaście lat wzlotów i upadków  w związku. Niektórzy w tym wieku dopiero zaczynają poznawać potencjalnych partnerów, potencjalnie na całe życie. Dopiero zastanawiają się nad tym, jak to jest być matką lub ojcem, a to jeszcze daleka droga do posiadania bobasa. Dla tych niezdecydowanych postanowiłam wymienić kilka własnych, czysto subiektywnych powodów, dla których warto mieć dzieci i odnieść się do argumentów przeciwko planowaniu potomstwa.
Zacznijmy od opcji 2+1 i więcej. Uwaga! Wymieniam wszystkie „za”, jakie mi tylko do głowy przychodzą, a miały w jakimś stopniu związek ze mną. Będą to zatem banalne, jak i bardzo poważne uzasadnienia.
1. Potrzeba kochania, opiekowania, dowartościowania – prawie każda kobieta czuje taką konieczność. Pozytywny przymus kochania na stałe, kochania, które nie przemija pomimo czasu, czy konfliktów.
2. Jeżeli do tej pory miałaś pretensje do swoich rodziców – za ich błędy wychowawcze, niezrozumiałe decyzje, zakazy, przekleństwa, bolesne słowa – to teraz im to wszystko wybaczysz i ich zrozumiesz. Prędzej czy później powielisz ich błędy dając klapsa, krzycząc, wyrywając sobie włosy z głowy. Tak już po prostu jest. Rodzicielstwo to ciężki kawałek chleba, trudny psychicznie i fizycznie, dlatego rozgrzeszysz swoich rodziców z każdego uczynku, próbując w ten sposób ulżyć też sobie.
3. Z drugiego punktu wyniknie zatem trzeci – zbliżysz się do swoich rodziców i stworzysz wam w ten sposób szansę, by stać się przyjaciółmi. Chociaż pamiętaj, że jak wnuk się pojawi to dziadkowie trochę zgłupieją. Będą próbować wmówić Tobie i sobie, że oni wszystko robili dobrze, a Ty teraz źle. Nie martw się tym jednak. Oni też odkrywają w sobie kolejną szansę na stan kochania, więc pozwól im się tym upajać, puszczaj mimo uszu ich dziadkowe bredzenie.
4. Uczucie rodzicielskiej, wychowawczej satysfakcji. Jaka byłam z siebie dumna, kiedy oduczyliśmy Hanię używać smoczka, zrezygnowaliśmy z pieluchy na rzecz nocnika, zobaczyliśmy jak chodzi lub nauczyliśmy ją fragmentu piosenki. Przy pierwszym dziecku pamiętasz takie chwile lepiej.

5. Przewartościowujesz swoje życie. Jeśli do tej pory leżałeś na kanapie i grałeś na XBoxie lub spędzałaś czas w centrach handlowych, teraz już zrozumiecie, że marnowaliście chwile na pierdoły. W waszym życiu brakowało sensu, była tylko emocjonalna wegetacja. Przy niemowlaku odkryjecie wszystkie uczucia, których do tej pory mogliście nawet nie znać. Będzie kolaż gniewu z wyrzutami sumienia i wzruszeniem. Odczujecie na własnej skórze odpowiedzialność za drugiego człowieka. Przestaniecie uważać pracę czy imprezy za priorytet. Celem nadrzędnym stanie się Wasza rodzina, a drugorzędnym pieniądze i przyjemności.

6. Ponownie obejrzysz „Czarodziejkę z Księżyca”, przeczytasz wiersze Jana Brzechwy, przypomnisz sobie stare legendy, bajki, piosenki, zjedziesz na sankach, na nowo nauczysz się co to jest głoska lub spółgłoska 🙂 Staniesz się przez chwilę dzieckiem.
7. Radość z małych rzeczy. Pierwsze płatki śniegu, śpiew ptaka, błękit nieba, uśmiech, gaworzenia, przytulenie misia – wszystko, co sprawiało Ci przyjemność jako dziecku, a przestałeś to zauważać będąc dorosłym sprawi Ci radość i ponownie uwrażliwi na piękno prostych rzeczy, krótkich chwil.

8. Będziesz mieć szansę stać się dla swojego dziecka autorytetem, guru, wyrocznią, ostoją. Twój sen o byciu „bogiem” się spełni. Szybko zresztą zrozumiesz, jaka to odpowiedzialność.
9. Odkryjesz w sobie szósty zmysł – matczyną intuicję. Będziesz wyczuwała, że coś jest z Twoim dzieckiem nie tak, czuła jego smutek, gniew, zagrożenie.
10. Empatia – już zawsze będziesz się wzruszać widząc ludzką krzywdę, będziesz nawet próbować pomagać, chociażby poprzez zaśmiecanie znajomym ich fejsbukowej ściany postami o chorych i potrzebujących. Tak już jest. Ty traktujesz to jako tragedię, ktoś inny jak spam.
11. W ciąży przestaniesz liczyć kalorie, chociaż przy osiągnięciu już 10 kg na plusie zaczniesz się zastanawiać czy do tego nie wrócić 🙂
12. Przestaniesz palić i pić. Spróbuj tylko tego nie zrobić… 🙂
13. Rozpoczniesz długi urlop, zaczynający się zwolnieniem lekarskich a kończący szokiem, że urlop rodzicielski tak szybko minął. Wykorzystaj więc ten czas najlepiej jak potrafisz.

I tak mogłabym wymieniać….
Przekonałam chociaż skłoniłam do poważniejszych rozmyślań na ten temat? 🙂

Foto – Maria Dębek