Czekałam na tą płytę dosyć długo. Przebierałam kopytkami z czystej ciekawości i nadziei na coś nowego. Nie ukrywam, że Skalpel Wyzwanie i Metamorfoza mi się po prostu „przejadły”.

Inne dostępne na YouTube.com też przerobiłam, ale nie dodałam ich do ulubionych. Szukałam nowości i wiele po „Bikini” oczekiwałam.
Tak jak Ewa Chodakowska wspominała płyta rozchodziła się jak świeże bułeczki, bo już sam tytuł programu wiele obiecywał i zachęcał do zakupu. Przyjemnie się oglądało od kilku tygodni Ewę Chodakowską w wyciętym bikini, reklamującą  swój autorski program o tej samej nazwie, co to skąpe wdzianko. Machina reklamowa rozkręcona w mediach społecznościowych na maksa. Marketingowo strzał w dziesiątkę.
Wczoraj wieczorem postanowiłam przeprowadzić pierwszy trening. Omówię Wam zatem każdą z części programu. Pamiętajcie, że nie jestem specjalistą od fitnessu. Moja recenzja jest subiektywna, bazuje na moich doświadczeniach, przemyśleniach, a jednostką miary jest tu litr potu i poziom bólu mięśni 🙂
1. Pomijam słowo wstępne. Już od dawna je omijam. Ewka jak zwykle w pięknych słowach motywuje do ruszenia tyłka z kanapy.
2. Rozgrzewka. Przygotowuje ciało do pracy 🙂 Bardzo podobny zestaw rozruchowy jest w Metamorfozie, chociaż rozgrzewka z Metamorfozy jest o wiele lepsza i nastawiona na większą ilość mięśni i stawów. Zresztą każde tego typu ćwiczenia dostosowane są do programu, który w danej chwili decydujesz się wykonać. Zatem już w końcówce, jak na dobrą rozgrzewkę przystało poczujesz szybsze bicie serca i przyspieszony oddech.
3. Zestaw pierwszy trwa 20 minut. To szybka sekwencja 30 ćwiczeń, każde po 30 sekund. Niby są kilku sekundowe przerwy pomiędzy ćwiczeniami, ale ich praktycznie nie zauważałam. Musisz być bardzo skoncentrowana, bo przy tym programie nie masz czasu na zawieszki systemu. Jedno ćwiczenie wykonujemy na stojąco, by za chwilę już robić deskę.
O właśnie! Deska/Plank. Ja nie miałam z nią problemu, nawet  w wersji dla zaawansowanych, ponieważ od bardzo dawna ją wykonuję. Osoba całkowicie początkująca poczuje ten program o wiele bardziej. „Bikini” bowiem oprócz ćwiczeń na pupę i uda, naszpikowana jest sekwencjami ruchów z deską, jako elementem bazowym. Niech Cię jednak to nie przeraża. Żadne inne ćwiczenie nie wymodeluje Ci w tak piękny i bezinwazyjny sposób ramion. Wzmocni mięśnie głębokie brzucha, łydki, pupę, całe plecy. Plank wyciska poty i to właśnie plank skutecznie przybliży Cię do wymarzonego bikini. Ja po kilku miesiącach wykonywania deski mogę powiedzieć, że to działa. Mięśnie ramion się nie rozrastają tak jak przy ćwiczeniach z hantlami, ale to nie znaczy, że się nie wzmacniają. Co najważniejsze deska nie obciąża kręgosłupa tak mocno jak tradycyjne brzuszki wykonywane z pozycji na plecach.
Mamy zatem oprócz ćwiczeń mięśni głębokich brzucha także serie przysiadów i ćwiczeń cardio. Pierwsza seria zawiera wariant dla początkujących oraz wersję dla zaawansowanych z większą ilością podskoków, co moje uda i pośladki bardzo odczuły. O ile planka lubię, tak podskoków nie cierpię 🙂 Moje tłuste uda trzęsą się wtedy jak galareta. Wszystko jednak w imię mojego, wyższego dobra 🙂 Są standardowe wypady nóg do przodu i do tyłu, gdzie tempo jest troszkę wolniejsze, ale uda tak samo palą. Jest też jedno ćwiczenie, przy którym naprawdę poczułam żar. Pod koniec pierwszej serii niepozorny rozkrok z pogłębianym przysiadem z niskiej wysokości sprawił, że mam zakwasy.
Po pierwszej rundzie pot lał się strumieniami, tchu brakowało, więc kalorie spalone, mięśnie wzmocnione. Nawet przez chwile się zastanowiłam, czy na tym nie skończyć, ale jestem zaawansowana więc to byłby wstyd poprzestać na pierwszej rundzie.4. Zestaw drugi trwa również 20 minut. Byłam raczej nastawiona na ćwiczenia na macie, gdzie mogłabym skupić się na wykonywaniu tradycyjnych brzuszków, pompek, ćwiczeń na przywodziciele, coś na boczki itp. A tu mamy powtórzoną serię nr 1 tylko w zaawansowany sposób. Kto chce może spokojnie wykonać jeszcze raz ćwiczenia dla początkujących 🙂 Jeżeli chodzi o mnie to II seria – właśnie przez to, że jest prawie identyczna jak I – mnie zawiodła, ale oczekiwania nie równa się rzeczywistość.

Obie rundy zakończyłam potem i zadyszką, a przecież o to właśnie chodziło. Uda i pupa bolały, ale brzuch… No cóż, dla mnie deska to za mało, mimo że mam świadomość, że jest skuteczniejsza niż tradycyjne brzuszki. Ja jednak lubię czuć żar w tej części ciała i to bynajmniej nie od wypicia kieliszka wina 🙂  To mój najważniejszy minus tego programu. Jak dla mnie powinno być 5-10 min. ćwiczeń spokojnych, ale wymagających, właśnie na pogłębienie efektów pracy nad pupą, boczkami, udami i tym nieszczęsnym brzuchem. Rozumiem jednak koncepcję, w myśl, której spalamy dużo kalorii przy wzmożonej intensywności treningu. Dlatego też czas poświęcony na aktywność bardzo szybko mi minął. Nie miałam czasu pomyśleć, że to wszystko jest takie męczące i za długo trwa 🙂5. Stretching. Kilka nowych elementów, które świetnie rozciągają spracowane mięśnie. Jest też kilka powtórzeń, chociażby z Metamorfozy. Wszystkie doskonale wyrównują oddech, koją mięśnie. Nie ma się do czego w tej części przyczepić. Pamiętaj, aby stretchingu nie pomijać. Jest on naprawdę bardzo ważny jeśli zależy Ci na zdrowym ciele, bez kontuzji.Trudno się wypowiadać po pierwszym dniu, bo ewentualne efekty powinnam zauważyć za ok miesiąc, ale mam wrażenie, że inne programy były lepsze. Chociażby wspomniana już wielokrotnie Metamorfoza z piłką. Idealna dla początkujących i zaawansowanych. Ten program najlepiej wpłynął na moją figurę, dał najszybsze efekty (już po 10 dniach miałam po ok. 2 cm mniej w pasie i biodrach) i pięknie modelował te partie mojego ciała, które uważam za najmniej dopracowane przez naturę i zaniedbane latami przeze mnie. Jest to też program, który świetnie łączy elementy delikatnego cardio z normalnym treningiem wzmacniającym mięśnie. Wszystko przy pomocy nieocenionej w tym zestawie piłki. Tu naprawdę czułam palący brzuch, uda, boczki i ręce.Program „Bikini” jest kolejnym „dzieckiem” Chodakowskiej. Mnie na kolana nie rzucił, ale osoba nowa oczaruje się metodą Chodakowskiej, tak jak ja rok temu. Zresztą Ewa nie jest od wszystkiego. Nie pstryknie palcem i nie schudniesz w miesiąc bez wysiłku. Przy „Bikini” również (jak przy każdej aktywności fizycznej zresztą) spalisz kalorie, wysmuklisz mięśnie, ale efekty będą znikome jeżeli nie dołożysz do tego diety. I tu zareklamuje diety na Bebio.pl i Vitalia.pl. Razem ze zbilansowaną dietą, programami Ewy Chodakowskiej i swoją ciężką pracą naprawdę jesteś skazana na sukces!!! Trochę konsekwencji, a nie słomianego zapału i się uda! Ja też cały czas walczę!

Nie zamykaj się zresztą tylko na płyty Ewy. W sieci jest pełno filmików z ćwiczeniami, które pomogą Ci wypracować pożądane efekty. Jeżeli, któryś z programów Chodakowskiej nie zmęczył Cię tak jakbyś tego oczekiwała, zawsze możesz skorzystać z YouTube.com 🙂

Dzisiaj do treningu „Bikini” dorzucę jeszcze 14-minutowy trening brzucha z Natalią Gacką. Wtedy będę super zmęczona, rozpalona (pracą mięśni) i zadowolona 🙂

Rusz tyłek kobieto, bo brzuch się sam nie zgubi!

Ściskam!

  • Daj mi godzinę wolnego dziennie żebym miała kiedy popracować nad tym gubieniem 😛