W ręce wpadła mi ostatnio kolejna publikacja autorstwa Marii Molickiej „Bajkoterapia. O lękach dzieci i nowej metodzie terapii”. Nie zdawałam sobie sprawy, jak negatywny wpływ może mieć lęk na rozwój dziecka.

Przyznaje się do tego, że sama używałam metody „na złego wilka”, by przekonać do czegoś dziecko.
Lęk jednak do pewnego momentu jest idealnym narzędziem przystosowawczym, chroniącym przed realnym zagrożeniem, ale może się też stać patologiczny, a patologia w rozwoju dziecka często prowadzi do różnego rodzaju zaburzeń. Dzieci mogą być mniej skoncentrowane, drażliwe, płaczliwe, czy złe. Mogą się jąkać, mieć luki w pamięci, reagować fizjologicznie czyli nadmiernie się ślinić lub odczuwać suchość w ustach, mieć biegunki lub zaparcia, moczyć się.
To zresztą dosyć częste kiedy pięciolatkowi, który już od dawna nie zakłada pieluchy zdarza się posiusiać z powodu sennego koszmaru lub bardzo stresującej sytuacji jak np.  występ teatralny w przedszkolu.
Dlaczego jedna grupa dzieci moczy się w obawie przed czymś, a inne dzieci ta sama sytuacja zachęca do walki o siebie? Kwestia bardzo indywidualna.
Tak właśnie działa lęk. Jest odpowiedzią na zagrożenie, a przez to u jednego dziecka zadziała mobilizująco, inne skłoni do wycofania i reakcji opisanych powyżej.
Dlatego zaczynam rozumieć reakcje swojej córki na sytuacje stresowe. Wycofuje się, zamyka w sobie lub jest agresywna bądź płaczliwa. Zazdrościłam mamom dzieci odważnych i silnych. Musiałam jednak przeczytać tę publikację, by zrozumieć z czym moje dziecko musi się mierzyć i jak to może na nią wpłynąć, jeśli w porę nie zareaguję.
Pierwszą pomocą w nauce przezwyciężania lęku jest oczywiście rodzic. Jeżeli się to nie udaje potrzebna jest pomoc specjalisty. Niemniej jednak wielu sytuacjom lękowym możemy – my rodzice – sami zaradzić. Możemy nauczyć dziecko pomagać samemu sobie, a przez to uchronić je nawet przed chorobą – możemy poprawić jakość życia własnej pociechy.
Najpierw jednak dorosły powinien zrozumieć problemy dziecka, jego bezradność w obliczu trudnych sytuacji, zachęcić swoje dziecko do rozmowy o tych problemach.
To jest trudne, bo dorosłemu nie jest łatwo zrozumieć świat maluchów. Uważamy ich lęki za trywialne i zmuszamy do podporządkowania słowami „uspokój się” lub „bądź grzeczny”, które w głowie pociechy oznaczają jedynie „bądź cicho”.
Sama w obliczu histerii dziecka, kiedy nic do niego nie dociera, odczuwam gniew i nadużywam tych słów. Czuję się bezradna, a skoro ja jestem w takim stanie, to jak czuje się moje dziecko?
Mam świadomość tego, że nam dorosłym ciężko jest dobrać słowa przy rozmowie z dzieckiem. Ciężko jest się wczuć w jego emocje, czasami wręcz te emocje nas denerwują i budzą gniew. Sama często nie wytrzymuję napięcia. Z pomocą zatem przychodzi bajkoterapia. Jeżeli jest ciężko rozmawiać o waszych indywidualnych problemach, ciężko wytłumaczyć problemy innych ludzi (np. alkoholizm, rozwody, itp.), może warto wtedy zajrzeć do książki dla dzieci, przeczytać o podobnych sytuacjach z życia fikcyjnych bohaterów?
O wiele łatwiej rozmawiać w stylu „Tata, a Marcin powiedział..” lub „Kajtek zrobił to i to”, niż odnosić się do własnego ja. Nam dorosłym jest często trudno przyznać się do lęków, pomyłek, porażek i wstydu, co dopiero dzieciom, które tak silne emocje prawie zawsze przerastają.
Bajka może być terapią, a tą metodę odkrył dla nas Bruno Bettelheim. Cytując Molicką: „wg psychoanalityków baśnie oddziałują poprzez treści odkryte, z którymi dziecko ma kontakt bezpośredni, świadomy, oraz poprzez treści przekazywane w sposób ukryty, zawoalowany; posługując się symbolami, docierają do podświadomości. Zgodnie z tą koncepcją, dziecko bezustannie przeżywa konflikty związane z niemożliwością realizacji swych pragnień. Symbole docierają do dziecka i powoli następuje proces ich uświadamiania”.
Bettelheim zaobserwował, że symbole w baśniach pomagają dziecku w zrozumieniu własnych problemów, a przez to są idealnym sposobem, aby się z nich oczyścić. Lęk przebywający w podświadomości powoduje niepokój, a dzięki symbolom z czytanej bajki, mały człowiek może sobie ten lęk w pełni uświadomić i usunąć go.
Ważne jednak, żeby treść baśni była dostosowana do wieku słuchacza i problematyki, z którą staramy się zmierzyć. Wtedy też dziecko łatwiej przyswaja treści i jest skłonne sobie z lękiem poradzić samo.
Ciężko się do tego przyznać, ale nie jesteśmy idealnymi rodzicami. Dziecko podczas swojego rozwoju widzi nasze dobre i złe strony. Jeżeli w świecie dziecka będzie więcej tej ciemnej strony rodzicielstwa może się to niekorzystnie odbić na jego sposobie patrzenia na świat. Wszystko stanie się wrogie i nieprzyjazne. Ale nie martwmy się teraz i nie zadręczajmy tym, że dziecko słuchało naszych krzyków, widziało kłótnie czy złość. Baśnie mogą pomóc dziecku zrozumieć, że ukochany rodzic także ma lepszy bądź gorszy dzień.
A teraz pomyśl sobie, która z baśni znanych Ci z dzieciństwa najlepiej pasuje do Ciebie? Roszpunka, Czerwony Kapturek, Kopciuszek, Piękna i Bestia, a może zupełnie inna? Zastanów się czy treść tej baśni może mieć coś wspólnego z twoimi przeżyciami z dzieciństwa. Będąc dzieckiem prawdopodobnie sobie tego nie uświadamiałeś, ale możliwym jest, że lubiłeś Kopciuszka, bo nie dogadywałeś się z rodzeństwem, lub czułaś się przez większość czasu zamknięta w „wieży” jak Roszpunka.
Opowiedz dziecku bajkę o sobie – swoją własną bajkę. Posłuż się symbolami, ale niech sytuacje będą prawdziwe. Opowiedz, np. o kłótniach dwóch gąsek (sióstr), o mamie gąsce, która często się złościła, ale bardzo kochała swoje małe gąski, itd., itp. Porozmawiajcie o tym, czemu dochodzi do takich sytuacji w bajkach, a dziecko samo dopasuje zasłyszane treści do swojego życia.
Nasze dzieci to mądre „bestie”, ale by je zrozumieć trzeba nauczyć się ich języka. Bajka to taki międzypokoleniowy translator.

 

„Baśnie służą do diagnozy. Poprzez wybór ulubionego bohatera dociera się do nieuświadomionych  problemów dziecka (…) Za pomocą baśni poznajemy „ja” realne i „ja” idealne obrazu samego siebie”. Baśnie pozwalają dzieciom odreagować napięcia, a w dorosłych wyzwalają spontaniczność.

Nam dorosłym często tej spontaniczności brakuje…

  • W edukacji waldorfskiej bardzo duży nacisk kładzie się właśnie na baśnie i to takie nieugrzecznione. Takie jak u braci Grimm. Według Steinera jest to jedna z najlepszych metod nauki i rozwoju dla małych dzieci. Trochę o tym pisałam też tutaj: http://www.naszekluski.pl/2016/05/basnie-jak-i-po-co-czytac-i-opowiadac/ Pozdrawiam 🙂

  • Za każdym razem czytając bajkę, nie mogę się nadziwić, jak bardzo 'pracuje' ona w moim dziecku. Bajki mają MOC.

  • Myślę, że zanim zaaplikujemy bajkę dziecku, sami powinniśmy ją przeczytać i zaakceptować – wiesz, taki rodzaj cenzury. Właśnie, żeby sprawdzić czy nadaje się do jego wieku i problemu. I ewentualnie przygotować się na pytani, jakie dziecko nam zada. Bajki są o tyle dobrym rozwiązaniem, że obrazowo pokazują problem, a dzieciaki mają wielką wyobraźnię więc łatwiej jest im to zrozumieć 🙂

  • Jedno z moich dzieciaków było bardzo pod wpływem różnych lęków i obaw, dla dorosłego nie wydawały się one aż tak bardzo istotne, jednak dla młodej psychiki były trudne do udźwignięcia. Dużo rozmawialiśmy i właśnie czytaliśmy bajki terapeutyczne, traktujące o wszelkich lękach i strachach. Udało nam się dotrzeć do ich źródeł i odpowiednio interweniować. Kolejny raz okazało się, że czasem tak niewiele potrzeba, aby pomóc. 🙂

  • Przyznam, ze jako matka malutkich dzieci boje sie o nie, kiedy trafia do szkoly, alemam nadzieje, ze wspolnymi silami uda im sie zaaklimatyzowac w szkole i lek przed nowym nie bedzie ich paralizowal.

  • Skalę tego problemu widać zwłaszcza w szkole, gdy większość z leków się pod wpływem stresu nasila. Ciężko uczyć sie nowych rzeczy czy zdobywac przyjaciół gdy lęk nas paraliżuje. Trzeka pomagać takim uczniom niezwłocznie poprzez działania i w szkole i w domu.

  • O tak, uwielbiam bajki z drugim dnem. Dużo czytamy książeczek, niektóre typowo dla rozrywki, ale niektóre by coś przemycić – nie wolno bić, nie wolno krzyczeć, trzeba mówić dziękuję i proszę, młodsza siostra jest do kochania i nie jest wrogiem, heh. Zauważyłam też, że starsza córa niektóre bajki bardzo przeżywa, w kółko ogląda obrazki, mam wrażenie, że sama wpadnie do środka – zapewne jest w nich coś, z czym sama aktualnie się mierzy. Muszę się temu bliżej przyjrzeć.

  • Bajek terapeutycznych jest jednak bardzo dużo i można znaleźć coś, co nam odpowiada, jest zbliżone do problemu, który staramy się rozwiązać ze swoim dzieckiem. Myślę, że warto choćby zaznajomić się z tego typu lekturą, by wiedzieć jak rozmawiać ze swoim dzieckiem, jak dobrze i zrozumiale się z nim komunikować. To na pewno nie zaszkodzi 🙂 Pozdrawiam serdecznie

  • Bajki mogą działać terapeutycznie. Muszą być jednak dobrze dobrane. Czasem mimo, iż tytuł sugeruje, że to jest dobra bajka, zdarza się trafić, jak kulą w płot.