Zapewne zauważyliście moje zainteresowanie Anną Lewandowską. Wyznawczynią Matki Boskiej Chodakowskiej pozostanę na wieki, ale raz na jakiś czas Ewa mi się (o ironio!) „przejada” i szukam ciekawych alternatyw.

Tak się rozpoczęła moja przygoda z Lewandowską. Jako że ciekawość to pierwszy stopień do piekła, a to właśnie ciekawość i pragnienie nowości skłoniło mnie do zakupu kolejnego z jej programów treningowych, przeżywam oto codziennie 19-minutowe piekiełko i wytapiam swój tłuszcz.

Niech Was zatem nie zwiedzie ta magiczna piętnastka. Większość zestawów przeznaczonych na dany dzień tygodnia trwa ok. 19-20 minut. Ważne jednak, że podnosisz pupę z kanapy, zakładasz dresik i buciki i te swoje pośladki pompujesz…. Oj zdrowo pompujesz.

Treningi są urozmaicone. Ania nie zapomniała o żadnej części ciała. Otrzymujemy trening cardio, tabaty, skuteczne, lecz nie aż tak trudne ćwiczenia na brzuch. Możemy przeznaczyć jeden dzień na ćwiczenia ud i pośladków, a jeżeli mamy kompleksy z powodu sflaczałych ramion to kilkunastominutowy zestaw jedynie na rzeźbę tej partii ciała po miesiącu konsekwentnych treningów na pewno przyniesie pierwsze motywujące efekty.
Foto z książeczki załączonej do płyty 15/7 Anny Lewandowskiej, fot. MW
Pamiętaj jednak, że dobry trening składa się z rozgrzewki, właściwych ćwiczeń i stretchingu. Każdy zestaw przygotowany przez Anię składa się z krótkiej rozgrzewki, ale jeżeli chcesz poprawnie zakończyć swój program powinnaś skorzystać z zestawu przygotowanego na każdą niedzielę. Jest to świetna, normująca oddech sekwencja ćwiczeń rozciągających, które naprawdę warto wykonać zwłaszcza po treningach wykorzystujących wszystkie partie ciała jak wspomniane tabaty, cardio czy wtorkowe wyzwanie.
Pierwszy tydzień zatem wykonywałam po jednym programie i robiłam swój własny stretching, ale już w drugim tygodniu dodawałam codziennie środowy zestaw na brzuch. Tak mi się bowiem spodobał, że stwierdziłam, iż jestem w stanie wykonywać go każdego dnia – mam nadzieję, że przyniesie dobre efekty.
To niesamowite, jak te kilkanaście minut potrafi człowieka zmęczyć. Czas płynie szybko, oddech przyspiesza, czuje się każdy mięsień i….pot na plecach.

 

Foto z książeczki załączonej do płyty 15/7 Anny Lewandowskiej, fot. MW
Z takich subiektywnych przemyśleń to wrażenie robi jakość wykonania pudełka i zamieszczona książeczka. Jeżeli dla Was ważne są walory estetyczne kupowanych płyt to z tego szczegółu będziecie zadowolone. Bije na głowę płyty Chodakowskiej. Poza tym pudełko jest cieńsze zatem zajmuje o 1/3 mniej miejsca na półce. Mnie to pozytywnie zaskoczyło, bo miejsca już mi na te płyty z programami treningowymi brakuje. Jest też kilka przepisów na koktajle. Jeszcze nie próbowałam ich wykonać, ale to tylko kwestia czasu 🙂
Cena też jest zadowalająca. Koszt. ok. 30 zł, dostępna w każdym Empiku, więc odchodzą ewentualne koszty przesyłki. Co prawda starsze płyty Ewki też można w Empiku dostać, ale najnowsze należy kupić na www.bebio.pl, zatem razem z przesyłką program Chodakowskiej kosztuje już powyżej 42 zł. Jeżeli ktoś znalazł nowy program Bikini Ewy w Empiku to z góry przepraszam za pomyłkę. Sprawdzałam  miesiąc temu w kilku warszawskich Empikach i udało mi się z nowszych „dzieł” odszukać tylko program Sukces.
Wady? Raczej subiektywne, które na jakość programu w moim odczuciu nie mają wpływu.
Annie jeszcze troszkę brakuje takiego wygadania. Wyczuwa się jej tremę, momenty zawahania. Nie wiem, czy to kwestia nieodpowiedniego montażu, czy po prostu ona tak ma… Ważniejsze jednak, że program jest spójny, przystosowany dla osób zaawansowanych, jak i początkujących. Uwzględnia ewentualne problemy z odcinkiem lędźwiowym – przedstawia lżejsze alternatywy.
Czasami ma się wrażenie, że jej motywacyjne teksty są żywcem wyjęte z ust Chodakowskiej, ale to samo można powiedzieć o Ewie. Czasami jak ćwiczę z Ewą, mam wrażenie, że przemawia do mnie Mel B. Nie wiem, dlaczego niektórzy traktują to, jako powód do hejtowania. Mój mózg wychwytuje te niuanse, ale ciało nadal konsekwentnie wykonuje kolejne ćwiczenia, a  w ogólnym rozrachunku to poprawność wykonania i osiągnięte efekty się tu tak naprawdę liczą.
Drogie mamuśki polecam zatem najnowszy program Ani Lewandowskiej. Nie wykręcisz się już. Te kilkanaście minut to niewiele, a może  w parze ze zdrowym odżywaniem przynieść fajne efekty. Nie jęcz zatem, że nie masz czasu, że oponka z przodu, że cellulit na udach. Weź się babo w garść i do roboty.