Pewien mędrzec powiedział:
Przeszłość to już historia. Jutro to tajemnica, ale dzisiaj, dzisiaj to dar losu.
Przeszłość to już historia, ale każda historia kształtuje nas i naznacza swoje piętno. Przeszłość, której nie potrafi się wybaczyć sobie lub innym będzie mieć istotny wpływ na to jakimi ludźmi się staniemy.

Ja mam wiele takich drzazg w pamięci, które wracają do mnie w różnych etapach życia. Są drzazgi tak spróchniałe od minionych lat, że już nie bolą tak bardzo jak kiedyś. Są też drzazgi tak świeże, mocne i twarde, że zaprzątają moje myśli codziennie. Każdy z tych mikrourazów definiuje mnie, wpływa na moje patrzenie na pewne sytuacje i ludzi.
Z tych drzazg sączy się żal o przeszłość. Tych drzazg nie da się usunąć, ale można sprawić by przestały jątrzyć.
Ten tekst nie będzie tylko kolejnym zbiorem moich egzystencjalnych przemyśleń i emocjonalnych problemów, chociaż dzisiaj ci, którzy mnie osobiście nie znają będą mieć okazję trochę więcej się o mnie dowiedzieć.
Oprócz tego dedykuję ten tekst osobom, które w moim życiu są bardzo ważne, ale też wszystkim, którzy cierpią z powodu przeszłości. Każdy z nas w pamięci skrywa jakiś zaszły ból, poczucie krzywdy lub żal.
Od razu zaznaczam, że nie poruszam tu traumatycznej przeszłości. Chodzi mi raczej o nasze pewne rozterki natury życiowej, wydarzenia, które wspominamy. Jako dorośli ludzie, rodzice, przyjaciele, częściej poddajemy analizie życie. Dopiero teraz zaczynamy rozumieć pewne egzystencjalne procesy.
ŚWIADOMOŚĆ POCZUCIA ŻALU
Nie zawsze od razu go sobie uświadamiamy. Czasami do pewnych wniosków dochodzimy po latach. Czy zadawałaś/łeś sobie pytanie: kim jesteś? Dlaczego nim jesteś? Co zrobiłem w życiu źle lub dobrze oraz czy coś mogłem zrobić lepiej? Czy to moja wina, a może wina kogoś innego, że jestem kim jestem, w tym miejscu w którym jestem? (Masło maślane)
Do czego zmierzam? Czasami zdarza mi się myśleć o przeszłości. O tym, w jaki sposób różne zdarzenia i poznani ludzie mnie ukształtowali. Moje wspomnienia wykraczają daleko w lata dzieciństwa, pierwsze poważne kłótnie z rodzicami, zatargi z siostrą, kryzysy przyjaźni, czasy kiedy nie miałam chłopaka, pierwsza usłyszana przez to przykrość: jesteś obleśna, jesteś gruba, nikt na ciebie nie spojrzy, niezdane egzaminy na studia i poczucie wewnętrznej porażki, (bo przecież byłam prymusem), pierwsza praca jako pomoc muzealna i w finale praca w innym muzeum, a miałam być przecież kardiochirurgiem, aktorką albo scenopisarzem (taka rozpiętość zainteresowań)…. Tak, takie rzeczy się zdarzały i takie rzeczy mnie ukształtowały.
Założę się, że sami w swoim życiu macie podobne rozterki.
I w pewnym momencie dochodzi do nas, że został nam zadany ból w przeszłości – wiele osób ma na nas bowiem wpływ – lub dochodzimy do wniosku, że źle swoim życiem pokierowaliśmy, (np. gdyby więcej się uczyła, byłabym teraz lekarzem, gdybym miała kasę na egzaminy to teraz pisałabym scenariusze teatralne). Wiele możemy mieć do zarzucenia sobie i innym myśląc takimi kategoriami.
Czy słusznie to poczucie krzywdy w nas siedzi? Nie odpowiem jednoznacznie na to pytanie. Z jednej strony takie uczucia są nam potrzebne, by mieć świadomość procesów, kierujących ludzkim życiem – tą wiedzę będziemy się starać mniej lub bardziej udolnie przekazać swoim dzieciom. Z drugiej strony taki żal działa na nas motywująco bądź destrukcyjnie. Możemy dążyć dzięki temu do pozytywnej zmiany lub się w tym bólu zatracić, nie potrafiąc iść naprzód.
Mam trzydzieści dwa lata. Kardiochirurgiem już nie zostanę. Marzenia o scenopisarstwie przekułam na bloga, a o byciu aktorką zapomniałam z wielu jeszcze względów. Dlaczego? Dlatego, bo na tym etapie życia musiałabym nie jedno poświęcić, by realizować niespełnione ambicje.
ZROZUMIENIE

To właśnie niezrozumienie jest clou tego, dlaczego wypominamy sobie i innym przeszłość. Zadajemy wewnętrznie pytania: po co? Dlaczego? Jak to się stało? Co by było gdyby? 

Ponownie w zapętleniu zdarzeń i ludzkich decyzji stoję w tym miejscu, w którym teraz jestem. Podstawówka i liceum to czas różnych młodzieńczych wzlotów i upadków, platonicznych miłości i wspaniałych przyjaźni, które trwają do dzisiaj i trwać będą! Bez pierwszej pracy w muzeum nie przeżyłabym pierwszego miłosnego zawodu, który pomógł mi zdefiniować uczucie miłości. Nie poznałabym męża i kolejnej przyjaciółki. Później, w pewnym wydawnictwie dostałam pracę jako sekretarka i tam też poznałam przyjaciółkę, sporo się nauczyłam, doświadczyłam prawdziwego mobbingu. To przykre wydarzenie zmotywowało mnie do poszukania pracy i tak oto, dzięki mojej pomocy po blisko dziewięciu latach ciężkiej pracy na Pradze stoi muzeum – moje miejsce. Często jednak zastanawiam się, co by było gdybym pośród kilku ofert pracy, wtedy wybrała inny zawód. Kim bym teraz była? Co robiła? Jak żyła? Miałam szansę pracować w korporacji i  teraz zarabiać 4 razy więcej. Ja jednak wolałam stabilną pracę państwową, bo ona gwarantowała mi także rozwój osobisty.
Z perspektywy czasu wiem, że nic już stabilne nie jest, a wybór państwowej pracy na wiele lat skazuje moją rodzinę na mozolne wiązanie końca z końcem, i tak do pierwszego.
Zrozumiałam jednak, że wszystko jest po coś.
Musiałam to wszystko sobie jakoś przecież wytłumaczyć. Zaczynam rozumieć emocje moich bliskich, powody jakie nimi kiedyś kierowały, by wychowywać mnie w taki, a nie inny sposób. Kiedyś miałam im to za złe, teraz jestem wdzięczna. Nie zawsze jest łatwo o zrozumienie. Wiele emocji jeszcze muszę przepracować, na wiele drzazg nałożyć plaster.
Jeżeli macie do kogoś żal, to warto czasami wczuć się w sytuację drugiego człowieka, porozmawiać z nim, zapytać dlaczego. To nie jest proste, ale pomaga zrozumieć, a może nawet pomoże wybaczyć.

 

WYBACZENIE

Wybaczyłam chłopcu, który kiedyś nazwał mnie obleśną. Mijam go teraz w drodze do pracy. Nie wygląda już tak dobrze jak w podstawówce 🙂 Nie tylko mu wybaczyłam, jestem mu też wdzięczna, bo ta drzazga, którą mi wbił dawno temu, tak naprawdę mnie zmotywowała, by coś ze sobą w życiu zrobić. Dlatego ten dorosły mężczyzna – chłopiec z podstawówki – mnie na ulicy nie poznaje, a ja mu się patrzę w oczy głęboko niemal codziennie. On być może myśli, że go podrywam, ja jednak mam nadzieję, że kiedyś sobie przypomni kim jestem i mu kopara opadnie.

Nadal myślę o chłopaku, który pierwszy złamał mi serce i nadal marzę o tym, by go po latach zobaczyć, ale tak z kobiecej ciekawości, bo nasza wspólna przeszłość bolała, ale stała się jedną z cegiełek mojego ja.
Czy mam jeszcze za złe rodzicom, że nie mieli dla mnie pieniędzy na studia, że w szkole przez jeden rok miałam tylko jedną parę spodni, kiedy inne dziewczyny odwalały rewię mody, że rodzice mnie krótko trzymali i twardą ręką wychowywali? NIE. Teraz kiedy jestem rodzicem rozumiem ich rozterki. Wiem, że pieniądze z rękawa się nie sypią, rodzice zrobili wszystko, byśmy mieli to, co dzieciom do życia niezbędne, a ja dzięki rodzicom pieniądze szanuję, nie wywyższam się, nie upokarzam biedniejszych od siebie. Jestem im wdzięczna za to w jakim momencie życia jestem.
Zresztą wszystkiego mieć się nie da. To też się zrozumie po czasie.
Czy warto rozpamiętywać złe relacje z rodzicami, rodzeństwem czy przyjaciółkami, itp.? Jeżeli nie jest to krzywda prawdziwie dotkliwa, może warto wyciągnąć rękę na zgodę i zacząć od początku? Owszem są ludzie, którzy na to nie zasługują i tylko czekają na moment, by nas znowu złamać. Czasami nawet nie trzeba utrzymywać z nimi kontaktu, a znajdą inny sposób, by zranić na odległość. Jest taka sprawa w przeszłości, która mnie dręczy, ale właśnie boję się, że wysiłek może być w tym przypadku bezsensowny.
Mam poczucie jednak, że wiele relacji da się naprawić, wymaga to jednak pracy obu stron. Przecież jak nie spróbujesz to się nie przekonasz czy było warto.
Najtrudniej jest jednak wybaczyć samej sobie. Wypominam sobie brak odwagi, naiwność i emocjonalność, które w znacznej  mierze sprawiły, że wiele rzeczy nie wcieliłam w życie lub nie zrealizowałam do końca, że wiele rzeczy po prostu trafił szlag.
Przeszłość naszpikowana jest sytuacjami, w których nie mogę sobie wybaczyć własnego zachowania. Moje błędy drążą korytarze dla drzazg. Do tej pory zastanawiam się, co mną kierowało, że zaufałam tej lub innej osobie? Dlaczego nie zrobiłam tego lub niepotrzebnie zrobiłam tamto?
Są ludzie, którzy siebie potrafią w każdej chwili usprawiedliwić. Nigdy nie dostrzegą w sobie winy i będą konsekwentnie udowodniać innym wokoło, że nie ponoszą choćby części odpowiedzialności. Balast poczucia winy na nich dodatkowo nie ciąży. Nawet im tego zazdroszczę.
AKCEPTACJA
Pogodzić się z przeszłością. Nie martwić się tym, co było. To trudne, nie ma co ukrywać, bo to co boli pozostaje na długo w pamięci. Czy warto jednak się nią zadręczać? Wypominać ją innym? Wypominać ją sobie? Do czego mnie to zaprowadzi? Mam swój procent wpływu na teraźniejszość i przyszłość. Przeszłość pozostaje mi zostawić za sobą, zaakceptować jej skutki. Ulepić z zaszłości nową siebie, bogatszą siebie, już bez poczucia straty.

WOLNOŚĆ

Przeszłość obnaża i wypomina bolesną prawdę. Nie byłam doskonała. Teraźniejszość pokazuje, że moje próby bycia doskonałym w większości przypadków się nie powiodły lub do tej doskonałości zrobiłam tylko kilka kroczków. Przyszłość jest niewiadomą i kolejnym etapem weryfikacji moich starań. Chciałabym być wolna od dążenia do doskonałości, od udowadniania sobie i innym, że jestem coś warta.
Czy w obliczu uciekającego czasu można w ogóle być wolnym? Moja głowa codziennie pełna jest myśli dotyczących teraźniejszości i jej wpływu na przyszłość. A gdzieś z tyłu tej małej czaszki myślę o tym, jak swoje obecne zachowania ocenię ja lub moje dzieci za X lat.
Dlaczego zatem wolność? Bo to etap kończący. Lekkość duszy, o której marzę. Czy to kiedyś osiągnę? Nie wiem, ale dążę do tego. Wolność to też pozwolenie sobie na błędy. To pozwolenie sobie na bycie człowiekiem. Akceptacja ludzi takimi jakimi są.
I w głowie nucę tą piosenkę….
I’m only human after all.

I’m only human after all.
Don’t put the blame on me!
Don’t put the blame on me!

 

  • Przyznam, że często zdarza mi się rozmyślać na ten temat i żałować kilku decyzji, problem taki, że czas jest nieodnawialny i nic w przeszłości się nie zmieni. Warto skupić się na tym co jest teraz i nie popełniać tych samych błędów. 🙂

  • Bardzo ciekawy wpis. Najgorzej zawsze jest z tym wybaczaniem

  • Przeszłość nas kształtuje to prawda, ale przeszłość należy zostawić za sobą, to co było już nie wróci, chociaż czasem szkoda 🙂 Ja staram się żyć tym co tu i teraz i dobrze mi z tym 🙂

  • Myślę, że poza tymi uniwersalnymi radami, każdy musi sam poradzić sobie z tym, co go gnębi – każdy na pewno znajdzie na to swój sposób. Ja uważam, że najważniejsze jest to, by nie skupiać się na tym co było, a na tym co jeszcze może się przytrafić 🙂

  • Monia

    Akceptacja, to jedyne wyjście. Jeśli nie zaakceptujemy tego, co było… trudno będzie kreować to, co przed nami.

  • Aleksandra Ćmachowska

    Trudna to droga do akceptacji tego, co było. Myślę, że człowiek osiąga szczęście, gdy nabywa świadomość swojej przeszłości. Jednym słowem, gdy ktoś zapyta swoją odobę o ewentualne zmiany w jej życiu, pozostawiłaby wszystko dokładanie tak jak było. Dlaczego? Bo wie, że bez tej przeszłości nie byłoby dziś. Kształtuje nas wszystko i to, co dobre i to, co złe. Pozdrawiam, Mamatywna 🙂

  • Ja staram się skupiać tylko na tym co było dobre. Nie rozpamiętywać i nie zamęczać sama siebie złymi chwilami. Każdy z nas miał w swoim życiu trudniejsze momenty, ale wszystko zależy od podejścia. Jedni z nas patrzą w przeszłość, inni żyją teraźniejszością, a jeszcze inni przyszłością. Dla mnie najważniejsze jest to co tu i teraz. Na przeszłość nie mam wpływu, nie cofnę tego co się zdarzyło. Więc nie warto się na niej skupiać.

  • Podstawą wszystkiego jest akceptacja. Nie pogodzenie się – tylko zaakceptowanie faktu, że jest tak, a nie inaczej. Można dążyć do zmian, ale nie kosztem wyrzutów sumienia.

  • :)

    Nie ma co grzebać w przeszłości żeby nie wykopać sobie dołu.

  • Ja bardzo często mam takie przemyślenia. 🙂 Sama nie wiem kim jestem i do czego zmierzam.

    mój blog 🙂

  • Odp. dla Młoda Mama Pisze:
    Tak naprawdę nie wiemy, co stałoby sie gdybyśmy cofnęli czas. Czy byłoby wtedy za łatwo? Nie byłabym taka pewna. Mielibyśmy po prostu inne życie.

    Odp. dla p. Izabeli Jóźwik: Śmierć ukochanej osoby to wielki dramat i chyba tylko czas może sprawić, że człowiek zaczyna jakoś funkcjonować. Myślę ze moj tekst jest zbyt banalny dla Pani Przyjaciółki, chociaż na pewno będzie pewnym ukojeniem na inne życiowe rozterki. Łączę się w bólu… Czasami po prostu, po ludzku nie rozumiem, czemu ludzi dotykają takie tragedie.

    Odp. dla p. Ewy Wlaźlik: Dokładnie! Dojrzewamy i na pewne sprawy zaczynamy patrzec inaczej. Pewne wspomnienia nadal bolą, ale tylko od nas zależy, czy będziemy się w nich zatracać, czy przekujemy je na nową, lepszą przyszłość.

    Dziękuję Paniom za komentarze!

  • Każdy ma takie niespełnione marzenia. I jakby tak móc cofnąć czas… Ale czy nie byłoby wtedy za łatwo?

  • Twoj tekst jest mi bardzo bliski w aktualnej chwili. Łacze sie w zalu z przyjaciółka (27lat) ktorej zmarł wczoraj mąż (31 lat) ;( ta pustka, ten zal, ta złośc, niedowierzanie, smutek – ta drzazga ktora mocno zalazla za paznokiec i cholernie boli wszytkich. To idelany tekst teraz dla niej, ale ona niestety nie ma glowy na takie rzeczy… 🙁

  • Była czas, że bardzo mocno żyłam przeszłością, jednak to mnie niszczyło zupełnie niepotrzebnie, nie widziałam żadnych pozytywów chwili obecnej. Z czasem ja sie zmieniłam, dojrzałam, cieszę sie każdą obecną piękną chwilą planując jeszcze lepszą przyszlość. 🙂

  • A cóż znaczy ten znak zapytania? 🙂

  • No to teraz muszę przeczytać Twój tekst raz jeszcze… bo… no przyda się (niestety?)…