Nie pamiętam już, jak moja rodzina obchodziła Dzień Dziecka. Nawet się zastanawiam, czy to w ogóle jakoś specjalnie robiliśmy. Zapewne kończyło się tylko na Kinder Niespodziance, lizaku, czy paru złotych do kieszonkowego. Czy żałuję, że ten dzień nie zakodował w mojej pamięci szczególnych wspomnień? W tej chwili to chyba najmniej dla mnie istotne.

Już w liceum, mimo różnych często infantylnych wygłupów, nie czułam się osobą, która ten dzień miałaby wyjątkowo obchodzić. Zresztą w mojej miejscowości nie było takich możliwości.
Teraz, po tylu latach, znów Dzień Dziecka zagościł w moim kalendarzu. Jestem przecież matką – zatem wypada mi ze swoimi pociechami ten czas celebrować. I tu dotknęłam ważnego słowa „wypada”. Trąbi się na lewo i prawo o Dniu Dziecka. Pełno reklam w TV, przeceny w Smykach i innych krokodylach. Miasto serwuje kilka propozycji imprez kulturalnych. Trzeba byłoby tylko wziąć wolne w pracy lub zarezerwować czas na najbliższy weekend i hulaj dusza.
Czy jednak moje dzieci tego wszystkiego potrzebują? Nowych zabawek, klaunów, cukierków, sztucznych uśmiechów idealnie wykreowanej rodzinki? Chciałabym się wykręcić z tej marketingowej machiny i spędzić ten dzień na refleksji.
Hania do przedszkola, Jaś do żłobka, mama i tata do pracy. Tak będzie wyglądał nasz Dzień Dziecka. Wyjątkowo spędzimy czas w najbliższy możliwy dla nas weekend. Nie zastąpię dziecku tych chwil zabawką, lodem, czy kasą w skarbonce. Tak sobie postanowiłam.
Odczekam chwilę i poszukam w sobie dziecka. Dziecko we mnie (nie mylić z ciążą) sprawi najwięcej radości moim dzieciom.
Wbrew pozorom, to szukanie dziecka w sobie nie wynika z daty w kalendarzu. Kilka dni temu kupiłam rower i pierwszy raz, od prawie dziesięciu lat, mam zamiar powrócić do tego rodzaju aktywności fizycznej. Nie będzie to jednak kolejny sposób na schudnięcie. To będzie mój sposób na szukanie dziecięcej przyjemności.
Wsiadając na ten miejski rowerek – moją błękitną strzałę – początkowo poczułam dreszcz strachu, bo tak dawno nie jeździłam – tego jednak się nie zapomina. Później zaś, gdy wiatr zaczął rozwiewać mi włosy i podwijać sukienkę 🙂 na mojej twarzy pojawił się wielki i szeroki banan. Mogę sobie jedynie wyobrazić jaką śmieszną minę miałam.
Tak właśnie czułam się przed laty, jeżdżąc do szkoły z Kaśką rowerami. Wiatr we włosach, szybkość, ruch, wolność. Poczułam się jak dziecko. Byłam przez te 20 minut jazdy dzieckiem. Miałam zabawę z każdego wjechania w dołek, zmiany przerzutki, naciśnięcia hamulca, muchy w nosie – żarcik.
Pomyślałam sobie – „Tak spędzę czas z moimi dziećmi!” Wsiądziemy z mężem na rowerki, dzieciaki w foteliki i pojedziemy… Gdzieś… Nieważne gdzie…. Niech poczują ten sam wiatr we włosach, złapią równowagę, poczują przyjemny dreszcz adrenaliny. Poczujemy to wspólnie. Taki zrobię im Dzień Dziecka. Chcę, aby takich dni było więcej.
Moje wewnętrzne dziecko już się cieszy na samą myśl…
  • Anonimowy

    Nie trzeba wielkich prezentów,czasem wystarczy drobnostka. Obecność rodziców jest bardzo ważna, mimo tego że nasze pociechy w młodym wieku nie potrafią docenić wspólnie spedzanego czasu (i tak czekają na zabawkę, zupełnie jak w święta na Mikołaja), ale to na szczęście zmienia się z wiekiem i potem same "walczą" o wspólne spędzanie czasu 🙂
    J.J

  • Właśnie! Dla nas będzie to nowe doświadczenie 🙂 Już się doczekać nie mogę!

  • Ja też do tej pory dostaje życzenia od mamy, a nawet teściowe. To miłe, bo przecież też jesteśmy dziećmi dla swoich rodziców. Chodzi mi raczej o to, że nie musimy szturmować sklepów z zabawkami w weekend, bo dziecko musi mieć nowego klocki LEGO. Powinniśmy wykorzystać ten weekend w taki sposób, aby dziecko zapamiętało wspólne chwile na długo, a nawet na zawsze.
    My z dziećmi byliśmy w długi weekend na Rynku Starego Miasta. Była piękna pogoda, zjedliśmy lody, kupiliśmy Hani balonika w kształcie Peppy. To był wspaniały czas 🙂 Zabawki dzieci rzucają w kąt po kilku minutach, o chwile uwagi rodziców walczą cały czas.

  • Rower super rzecz a wycieczki z dzieciaczkami są rewelacyjne!

  • Anonimowy

    W Dniu Dziecka podobnie jak w Dniu Matki itp nie chodzi o jakieś wybujałe prezenty,chociaz nie oszukujmy się, że miło jest dostać jakiś upominek. Wedługnie dni takie trzeba i powinno się "celebrować", zwłaszcza w dzisiejszych czasach, gdy mamy tak mało czasu dla siebie. Mimo tego, że jestem już dorosła, mam własne dzieci, moja mama nadal daje mi jakiś upominek z okazji Dnia Dziecka. Czy uważam że to o źle? Nie, fajnie wiedzieć że nadal uważa mnie za tą małą córeczkę z przed lat 🙂
    Pozdrawiam,
    J.J